Dariusz
MISIUNA
KAŻDY
BĘDZIE ŻYŁ
WE WŁASNEJ KATEDRZE
(Dzieje
pewnej rewolty)
W maju 1968 roku fala strajków studenckich
przetoczyła się przez Francję, gwałtownie burząc dobre samopoczucie
"milczącej większości" społeczeństwa ery dobrobytu. Na murach
pojawiły się napisy: "Zabrania się zabraniać!", "Uwolnić
uczucia!", "Nigdy nie pracuj!" pisane przez młodych ludzi
pragnących rozbić zmurszały system zadowolonych z siebie burżujów.
W sytym świecie społeczeństwa francuskiego takie zachowanie było skandalem.
Do tego nie mało prawa dojść. Nie wierzono, że ktoś może kwestionować
tak ciężko wypracowany po wojnie ład. Co gorsza, bunt rozniecili studenci,
a więc ci, którzy mieli tworzyć przyszłość narodu. To oni budowali
teraz barykady i namawiali do rewolty robotników. "Przyszłość
narodu" zapragnęła wypatroszyć rzeczywistość i oddać całą władzę
w ręce wyobraźni.
Wśród
prowodyrów "paryskiego maja" wymieniano trzy grupy:
trockistowskich "Studentów-Rewolucjonistów",
maoistowską "Komunistyczną Młodzież Rewolucyjną" i anarchistyczny
"Ruch 22 Marca". Jednakże żadna z nich nie przyczyniła się
w tej mierze do tej rewolty, co mała grupka artystów-rewolucjonistów
o nazwie "Międzynarodówka Sytuacjonistów". To
właśnie sytuacjoniści wypracowali "narzędzia buntu", którymi
później posługiwała się kontrkultura. Odmowa pracy, kształtowanie
życia według własnych pragnień, odrzucanie wartości społeczeństwa konsumpcyjnego,
twórczość industrialna, taktyka szoku i kulturowa dywersja -
wszystko to wypłynęło z jednego źródła, z "Międzynarodówki
Sytuacjonistów".
"Międzynarodówka Sytuacjonistów" rozwinęła się
w 1957 roku z trzech małych grup artystycznych, które charakteryzowała
niechęć do kapitalizmu i pragnienie przywrócenia natury bezpośredniego
doświadczenia. Najgłośniejszą z nich była "Międzynarodówka
Lettrystów", w której szeregach znajdowali się przyszli
twórcy sytuacjonistycznej teorii krytycznej: GUY DEBORD i IVAN
CHTCHEGLOV. Lettryści zasłynęli z tego, że tuż przed Mszą Wielkanocną
w 1950 roku wślizgnęli się niepostrzeżenie na tyły katedry Notre-Dame,
gdzie w jednym z pokoi złapali, rozebrali, związali i zakneblowali jednego
z księży, po czym zainscenizowali własną mszę. Jeden z lettrystów,
były katolik, założył na siebie ornat i wszedł uroczyście po schodach
na główną ambonę. Po chwili ciszy powiedział "Bracia, Bóg
umarł" i zaczął spokojnie omawiać konsekwencje tego stwierdzenia.
Minęło parę minut zanim wierni zdali sobie sprawę z tego, co się dzieje.
Lettryście udało się uciec z ambony, lecz rozwścieczeni katolicy złapali
go w nawie, gdzie o mało nie doszło do linczu. W obronie życia ów
biedak musiał niestety oddać się w ręce policji.
Skandal
w katedrze Notre-Damme stanowił najbardziej zaangażowaną akcję lettrystów.
Zdarzały im się co prawda dość spektakularne działania, jak rozbicie
konferencji prasowej CHAPLINA w Hotelu Ritz w 1952 roku, lecz większość
czasu spędzali na włóczeniu się po mieście i alkoholowych libacjach.
Jedna z nich o mały włos nie doprowadziła do kresu aktywności grupy,
kiedy to dwójka lettrystów postanowiła skończyć z marną
egzystencją i odkręciła kurki gazowe w kuchni.
Pierwszy
numer pisma "Międzynarodówka Sytuacjonistów"
ukazał się latem 1958 roku w dzielnicy łacińskiej Paryża. Pismo posiadało
luksusową oprawę, a jego treść obracała się wokół krytyki sztuki
i mód intelektualnych Zachodu. Sytuacjoniści twierdzili, że sztuka
we wszystkich swoich tradycyjnych formach kompletnie się wyczerpała
i osiągnęła swój kres w dadaizmie. Równocześnie cywilizacja
zachodnia osiągnęła punkt, w którym mechanizacja i automatyzacja
otworzyły przed ludzkością perspektywę bezprecedensowego czasu wolnego.
Sytuacjoniści sugerowali, że czas wolny może zostać zapełniony tylko
przez nowy rodzaj kreatywności, która zaczyna się tam, gdzie
"sztuka" się skończyła. Postulowali zastosowanie wyobraźni
do bezpośredniego przekształcania rzeczywistości. Normalne, codzienne
życie miało stać się pełne namiętności, racjonalności i dramatyzmu.
Początkowo,
Międzynarodówkę tworzyli Francuz, Holender, Belg, Niemiec, Skandynaw,
Włoch i Arab, lecz z czasem ruch ten przybrał bardziej masowego charakteru.
GUY DEBORD nakręcił we Francji film długometrażowy Hurlements en
faveur de Sade, który był pozbawiony jakiegokolwiek obrazu
poza kilkakrotnymi erupcjami światła. We Włoszech PINOT-GALIZIO tworzył
"malarstwo industrialne", czyli obrazy produkowane mechanicznie
na walcu. O tej twórczości MICHELE BERNSTEIN pisała: "Wśród
zalet malarstwa industrialnego odnajdujemy... koniec kłopotów
z formatem, płótno cięte na oczach zadowolonego klienta; nigdy
więcej bezpłodnych okresów - inspiracja malarstwa industrialnego,
dzięki równowadze osiągniętej między maszyną przypadkiem jest
niewyczerpana... nigdy więcej wernisaży i naturalnie, wkrótce,
nigdy więcej malarzy, nie tylko we Włoszech". Sytuacjonistom zależało
na fuzji sztuki z życiem codziennym. Tworzyli książki, których
okładki oklejane były papierem ściernym, żeby nie można je było odstawić
na półkę. Sztuka miała być narzędziem w wyzwalaniu nieuświadomionych
pragnień.
Krytyka
sytuacjonistyczna, choć początkowo koncentrowała się na sztuce, z czasem
objęła inne tereny kultury współczesnej. Od samego początku istnienia
tej grupy wyraźny był podział na frakcję artystyczną i frakcję teoretyczną.
W latach 1961-62 "teoretycy", pod wodzą Guy Deborda, dokonali
"czystki" wśród "artystów" i praktyka
sytuacjonistyczna skupiła się na teorii krytycznej. Guy Debord powiadał,
że współczesne społeczeństwo, dzięki rozwojowi technologicznemu,
nazwać można społeczeństwem spektaklu, jako że zapośredniczenie doświadczenia
stało się obowiązującą wszystkich normą, która buduje fałszywą
świadomość. Ludzie żyją w świecie towarów, który uważają
za rzeczywistość. Karmią się fałszywymi pragnieniami, stając się niewolnikami
konsumpcji. Spektakl składa się w całości z fantazmatów. Stanowi
czystą formę, pozbawioną treści. Jego istnienie opiera się na wiecznym
niezaspokojeniu, albowiem jedyne co przedstawia to marzenia o zaspokojeniu.
To niezaspokojenie znakomicie wyraża hasło napisane na murze podczas
paryskiego maja 1968 roku: "...i każdy chce oddychać, lecz nikt
nie może odetchnąć, a tylko niektórzy mówią: "Pewnie
jeszcze sobie kiedyś odetchniemy"....".
Sytuacjoniści
dopatrywali się historycznego początku społeczeństwa spektaklu w specjalizacji
władzy, która doprowadziła do fragmentaryzacji świata i urynkowienia
doświadczenia. Nasze życie zostało podzielone na "czas pracy"
i "czas wolny od pracy", elementy składowe wielkiej iluzji
- Spektaklu. W społeczeństwie spektaklu czasami pełnimy rolę towaru,
innym razem jesteśmy konsumentami. W "czasie wolnym od pracy"
kupujemy to, co wytworzyliśmy w "czasie pracy". Ten podział
czasu służy wyjałowieniu ludzkiego doświadczenia.
Władza
rozmyła się w serii "obrazków", które pośredniczą
doświadczeniem. Jej anonimowość sprawia, że wszelki bunt przeciwko jej
kontroli skazany jest na przemianę we własne przeciwieństwo. Zjawisko
muzyki rockowej, awangardy i kontrkultury jest tylko jeszcze jednym
przykładem przechwycenia buntu przez show-biznes. Spektakl generuje
nowe formuły, z którymi ludzie się identyfikują. Posługuje się
językiem ogłoszeń, którego rdzeniem jest manipulacja ludzkimi
pragnieniami w celu zrodzenia większego popytu.
Zdaniem
Deborda, im bardziej ludzie są oddzieleni od siebie i od wytworów
własnej pracy, tym bardziej uczestniczą w autonomicznym ruchu nie-żywych,
zapośredniczonym przez spektakl. Nie mając możliwości obcować ze sobą,
ludzie obcują z rzeczami. Konsumpcja przejmuje wszelkie atrybuty doświadczenia
erotycznego. Podmiotowość ludzka ulega uprzedmiotowieniu. Ludzie stają
się jeszcze jednym towarem na rynku dóbr. Wszystko obraca się
wokół dynamiki produkcji i konsumpcji. Sztuka, jak nigdy wcześniej,
pełni funkcję "służalczą" wobec anonimowej władzy. Większość
artystów zatrudnionych jest w reklamie i przemyśle rozrywkowym,
zaś ci, którzy tworzą tzw. prawdziwą sztukę stanowią zasłonę
dymną dla podtrzymania iluzji autonomiczności i suwerenności życia ludzkiego.
W
społeczeństwie spektaklu historia jest złomowiskiem zużytych towarów.
Gwiazda rockowa może znajdować się w centrum uwagi spektaklu i cieszyć
się sławą, lecz jej sława jest tymczasowa i trafia na śmietnik wraz
z pojawieniem się nowej gwiazdy, nowego towaru. Szybko zmieniające się
style i trendy mają dostarczyć złudzenia, że coś się dzieje, a w istocie
ani producenci ani konsumenci nie panują nad tym procesem.
Sytuacjoniści
posługiwali się w walce ze społeczeństwem spektaklu czymś, co nazywali
"tworzeniem sytuacji". Oznaczało to zbieranie i łączenie różnych
form artystycznego wyrazu w kreacji pojedynczego, zjednoczonego środowiska.
Temu celowi służyła praktyka detournementu, twórczego
plagiaryzmu, podczas której sytuacjoniści plądrowali wielkie
wizje artystyczne i wielkie dzieła teraźniejszości i przeszłości po
to, by przywrócić ich zawartość rzeczywistości. GUY DEBORD i
GIL J.WOLMAN wyróżniali dwa rodzaje detournementu: detournement
nieznaczny i detournement zwodniczy. Detournement nieznaczny
polegał na umiejscowieniu nieistotnego elementu w zupełnie nowym kontekście,
który nadawał mu znaczenie. Natomiast detournement zwodniczy
polegał na umiejscowieniu elementu znaczącego, w kontekście nadającym
mu zupełnie inny wymiar. Sytuacjoniści wypełniali komiksy detektywistyczne
sloganami rewolucyjnymi. RENE VIENET nakręcił film, "Czy dialektyka
może rozbijać cegły?", gdzie dubbing zawierający sytuacjonistyczną
krytykę społeczeństwa spektaklu uzupełniał fabułę japońskiego filmu
karate.
Sytuacjonistyczna
praktyka wiązała się bezpośrednio z przestrzenią miejską, być może dlatego,
że większość założycieli Międzynarodówki Sytuacjonistów
było architektami. Postulat rewolucji codziennego życia, czyli odkrywania
swoich pragnień obejmował rekonstytuowanie przestrzeni miejskiej w ten
sposób, by stała się ona przestrzenią życia, a nie martwym środowiskiem,
wyjałowionym ze znaczenia. IVAN CHTCHEGLOV wieścił: "Każdy będzie
żył we własnej katedrze. Będą tam pokoje rozbudzające bardziej żywe
fantazje niż jakikolwiek narkotyk. Będą domy, w których niemożliwym
będzie się nie zakochać. Inne domy udowodnią swą nieodpartą atrakcyjność
przed zaskoczonym podróżnikiem". Jego wizje przekładane
były na język praktyczny dwóch technik stosowanych przez sytuacjonistów:
dryfowania i psychogeografii.
Pierwsza
z nich polegała po prostu na podążaniu ulicami, alejami, przez drzwi,
mury, na drzewa, w słońce itd., uważanymi przez kogoś za najbardziej
pociągające, na wędrowaniu samotnie lub z przyjaciółmi nie według
planu, lecz "przyciągania" napotykanej architektury. Dryfowanie
było próbą zorientowania człowieka na brak jakichkolwiek praktycznych
względów, a zarazem próbą przeformułowania pojęcia nudy.
Sytuacjoniści pokazywali, że czynności pozornie nudne, nie ukierunkowane
celowo i niczemu nie służące można włączyć do praktyki rewolucyjnej,
a tym samym przechwycić jedną z broni spektaklu. Dryfowanie miało prowadzić
do odnalezienia architektury nieświadomie pożądanej, do obnażenia wpływu,
jaki przestrzeń miejska wywiera na codziennym życiu.
Materiał uzyskany podczas dryfowania, zapis dźwięków miejskich,
fotografie uliczne, odłamki bruku i rozmaite rzeczy znalezione po drodze,
służył badaniom psychogeograficznym. Psychogeografia zajmowała się badaniem
rozmaitych wpływów przestrzeni miejskiej na emocje i zachowanie
jednostek. Stosowano ją z jednej strony do opracowywania i wypróbowywania
nowych map emocjonalnych istniejącego otoczenia, a z drugiej do szkicowania
ogólnych zarysów "sytuacji" wplecionych w nowe
utopijne miasta. Sytuacjoniści zajmowali się nowymi formami komunikacji
i odwarunkowywania w ramach miasta. Tworzyli pierwsze graffiti, przekształcali
reklamy uliczne i znaki drogowe.
Międzynarodówka
Sytuacjonistów zakończyła swój żywot na początku lat 70-tych,
w kilka lat po "paryskiej rewolcie", na skutek wewnętrznych
waśni i serii wykluczeń. Jednakże techniki detournementu, dryfu i
psychogeografii przejęła kontrkultura, która w odłamie
radykalnym (punk, industrial) kontynuowała dziedzictwo sytuacjonistów.
Zaraz zaś potem przechwycił je rynek. Detournement okazał się
znakomitym sposobem reklamowania produktów. Natomiast dryfowanie
dla wielu stało się immanentnym składnikiem bezrobocia. Być może,
praktyka sytuacjonistyczna nie dopełniła się ze względu na totalność
postulowanego projektu. Tym niemniej, pozostała nieustającym źródłem
inspiracji dla przyszłych buntowników i tych wszystkich, którym
bliska jest idea życia według własnych pragnień.