Ekstaza komunikacji

Ekstaza komunikacji, czyli o życiu w przestrzeni symulacji

Na kilka miesięcy przed rewoltą 1968 roku, studenci Uniwersytetu Nanterre, utworzyli ruch “Wściekłych” zmierzający do obalenia dotychczasowych struktur uniwersyteckich i “oddania władzy w ręce wyobraźni”. Początkowo ruch “Wściekłych” miał charakter wyłącznie studencki i dopiero z czasem przybrał oblicze rewolucji społecznej. Studenci protestowali przeciwko traktowaniu ich jak dzieci i policyjnej inwigilacji uniwersytetów. Ich roszczenia dobrze obrazowały malowane na murach hasła: “Nuda jest kontrrewolucyjna”, “Związki zawodowe to burdele”, “Nigdy nie pracuj!” itp. 26 stycznia 1968 roku na ścianach uczelni w Nanterre studenci wywiesili kilkadziesiąt plakatów z podobiznami policjantów, którzy w cywilnych ubraniach inwigilowali życie studenckie na Uniwersytecie. Wywołało to gwałtowną reakcję rektora uczelni, który przywołał sześćdziesięciu policjantów (tym razem już w mundurach) w celu spacyfikowania buntownicznych nastrojów. Interwencja policji przyniosła jednak skutek zgoła odmienny od zamierzonego. Zdarzenia w Nanterre stały się przyczynkiem do kolejnych wybuchów studenckich, które z miesiąca na miesiąc nabierały coraz większej gwałtowności. Kiedy po okupacji budynków administracji, rektor Uniwersytetu zmienił drzwi z drewnianych na żelazne, “Wściekli” wezwali młodzież do domowej produkcji “koktajli Mołotowa”. Wkrótce okazało się, że to nie pogróżki. W maju 1968 roku na ulicach Paryża wybuchła prawdziwa wojna domowa. Wojna, podczas której wściekłość niezadowolonej ze złudzeń społeczeństwa konsumpcyjnego twórczej mniejszości, starła się z samozadowoleniem milczącej większości.

Niewątpliwie, nie doszło by do wydarzeń w Nanterre ani do paryskiego maja, gdyby nie działalność tzw. Międzynarodówki Sytuacjonistów, która w 1966 roku opublikowała manifest pt. “O nędzy życia studenckiego”. Manifest ów trafiał ostro i celnie: “Nie będzie przesadą stwierdzić, że student jest najbardziej pogardzaną postacią we Francji obok policjanta i księdza. […] Student prowadzi podwójne życie, zawieszony między swym obecnym stanem a całkowicie innym statusem społecznym, do którego kiedyś w przyszłości zostanie wepchnięty. W międzyczasie jego schizofreniczna świadomość pozwala mu zapomnieć o przyszłości i rozkoszować się mistycznym transem teraźniejszości osłoniętej przed historią. Nic dziwnego, że student ucieka przed rzeczywistością, szczególnie przed jej ekonomicznymi aspektami. W naszym “dostatnim społeczeństwie” jest on wciąż ubogi. Więcej niż 80% studentów pochodzi z rodzin o dochodach wyższych od zarobków robotników, lecz tak naprawdę 90% z nich ma mniej pieniędzy od najgorzej zarabiającego robotnika. […] W czasie, gdy coraz więcej młodych ludzi wyzwala się od moralnych przesądów i autorytetu rodziny, studenci posłusznie trwają przy swym “przewlekłym dzieciństwie”. Opóźnione dorastanie może prowadzić do przypadkowych kłótni z rodziną, lecz mimo to student cierpliwie znosi karcenie go jak dziecka przez różne instytucje rządzące jego codziennym życiem.

Nie jest to jedyny powód, dla którego darzymy wzgardą studentów. Zasługują oni na pogardę nie tylko ze względu na swą prawdziwą nędzę, lecz również za poczucie zadowolenia z każdego rodzaju nędzy, za niezdrową skłonność do tarzania się we własnej alienacji w nadziei, że wśród powszechnego braku zainteresowania, zdołają wzbudzić zainteresowanie swoimi brakami. […] Student jest stoickim niewolnikiem: im bardziej sądzi że jest wolny, tym bardziej oplatają go łańcuchy władzy. […] Jedyne pocieszenie odnajduje w upajaniu się towarami kultury.”

Wydaje się że wraz z upływem czasu słowa te nie straciły na aktualności. Niezależnie jednak od naszych współczesnych interpretacji minionych wydarzeń, pozostaje faktem że manifest “O nędzy życia studenckiego” wywarł duże wrażenie nie tylko na studentach, lecz i na niektórych wykładowcach z Uniwersytetów, które ogarnęła studencka pożoga. Jednym z nich był profesor socjologii z Uniwersytetu w Nanterre, Jean Baudrillard, wówczas zbliżający się do czterdziestki tłumacz Brechta, Petera Weissa i innych posępnych pisarzy. Baudrillard, jak na “prawdziwego” socjologa przystało nie opowiadał się po żadnej ze stron konfliktu, choć niewątpliwie sympatyzował z lewicowymi nastrojami młodzieży studenckiej. Uchroniło go to prawdopodobnie przed licznymi poniżeniami, na jakie skazani byli bardziej prawicowi apologeci liberalizmu, którzy jak Alain Touraine obrzucani byli nie tylko epitetami.

Baudrillard, podobnie jak inni myśliciele z tej formacji intelektualnej (Deleuze, Guattari, Lyotard, Foucault) wychował się na lekturach Marksa, Freuda, strukturalistów i Nietzschego, czyli tzw. “myślicieli podejrzliwych”, którzy uważali że to co wydaje się “oczywiste” nie jest wcale takie pewne i należy doszukiwać się zawsze ukrytych przyczyn ludzkich zachowań. Formacja ta wiązała duże nadzieje z buntowniczym ruchem studenckim, choć rzadko kiedy opowiadała się po jego stronie. Bez wątpienia, duże wrażenie na młodym profesorze musiały robić teksty sytuacjonistów krytykujące “społeczeństwo spektaklu”, w którym iluzja wypiera rzeczywistość a konsumpcja coraz to nowszych towarów zastępuje bezpośrednie twórcze doświadczanie życia. Mniej prawdopodobne jest natomiast to, że sytuacjoniści korzystali z jego wiedzy i doświadczeń. Baudrillard jawił się im jako “miłośnik Chińczyków” a jego nazwisko (pisane zresztą z błędem, przez literę “t”) tylko raz pojawiło się w ich manifestach, tuż obok innych znienawidzonych profesorów. (Było to wszak i tak bardzo miłe wyróżnienie w porównaniu z “zaszczytem” jaki spotkał prof. Touraine’a, któremu studenci założyli na głowę kosz na śmieci.)

Pomimo tych osobistych animozji, Baudrillard jako pierwszy wprowadził do nauk społecznych rozważania sytuacjonistów na temat “społeczeństwa spektaklu”, mówiąc o hiperrzeczywistości i władzy iluzji. Paradoksalnie, stał się tym samym prekursorem nowego nurtu filozoficznego, oskarżanego o cynizm i fatalizm, który kilkanaście lat później zyskał miano “postmodernizmu”. Rozważania Baudrillarda biegły tym samym tropem co sytuacjonistyczna krytyka i można by je streścić w kilku zdaniach: Współczesny świat ludzi rządzi się zupełnie innymi prawami niż te, które rządziły jeszcze społeczeństwem przedwojennym. Panuje na nim wszechobecna konsumpcja, która pochłania nie tylko dobra materialne lecz i dobra kultury. Ludzie przestali być twórcami i wytwórcami, stali się natomiast maszynkami do przejadania rzeczywistości. Podporządkowali swe życie przedmiotom konsumpcji i to na ich podobieństwo tworzą własne tożsamości.

Tam jednak, gdzie sytuacjoniści postulowali wyrwanie się z potężnej mocy “towarów” poprzez rewolucyjną twórczość i “przejmowanie spraw w swoje ręce”, Baudrillard podkreśla nieuchronność tego nowego stanu rzeczy, mówiąc że jest on jeszcze bardziej rzeczywisty od rzeczywistości. Tę nową postawę dobrze odzwierciedlają już same tytuły jego książek: “Agonia rzeczywistości”, “Symulakria i symulacje”, “Fatalne strategie”, “W cieniu milczącej większości”, “Ekstaza komunikacji” itp.

Myśl Baudrillarda wędruje od punktu, w którym stawia on przewrotne pytanie: Czy społeczeństwo kiedykolwiek istniało? Już samym tym pytaniem naraża się nie tylko ideologom rewolucji, lecz i wszystkim reprezentantom nauk społecznych. Odbiera im bowiem ich chleb, centrum ich zainteresowań, wokół których krążą ich myśli. Niezależnie bowiem od różnic, jakie występują między różnymi teoriami zmiany społecznej, czy też koncepcjami kryzysu społecznego, wszystkie one uznają za pewnik historyczne istnienie społeczeństwa. Tymczasem, dla Baudrillarda, nie jest to takie pewne. Bierze on pod uwagę kilka możliwości:

1. Społeczeństwo w istocie nigdy nie istniało.
2. Społeczeństwo istniało i teraz istnieje z jeszcze większą mocą.
3. Społeczeństwo niegdyś istniało, lecz teraz już nie istnieje.

Wybór którejś z tych hipotez zależny jest od definicji społeczeństwa, jaką uznaje się za właściwą. Hipoteza pierwsza przeczy istnieniu jakichkolwiek związków społecznych w historii. Społeczeństwo nie jest czymś trwałym, lecz symulacją tymczasowości przybierającą pozór czegoś stałego o trwałych filarach. Jeśli by ją przyjąć, proces zachodzący w dzisiejszych czasach należałoby nazwać de-symulacją, czyli załamaniem się symulowanego ładu społecznego i obnażeniem jej fragmentaryczności.

Druga hipoteza mówi całkiem co innego. “Społeczeństwo istnieje po to, by dbać o bezużyteczną konsumpcję tego, co zostało, ażeby jednostki mogły zostać wyznaczone do użytecznego zarządzania swoim życiem”. W tym kontekście mieszczą się baudrillardowskie rozważania na temat kultury ponowoczesnej jako “gry resztkami”, gdzie ograniczony rynek dóbr materialnych zastępowany jest nieograniczonym rynkiem dóbr symbolicznych. Kiedyś ludzie grupowali się w związki społeczne w celu realizacji doraźnych interesów (głównie – ekonomicznych, znacznie rzadziej i znacznie później – politycznych). Wraz z miniaturyzacją świata, który przyjął postać “globalnej wioski” oraz upowszechnieniem “wysokiej technologii”, ludzie drastycznie zbliżyli się do siebie i wyrwali ze swych kontekstów lokalnych. Przeto dopiero teraz można mówić o prawdziwym zaistnieniu społeczeństwa, które nie jest już tylko wspólnotą interesów, ale i wspólnotą symboliczną.

Baudrillard skłania się ku przyjęciu trzeciej hipotezy, która łączy różne wątki dwóch poprzednich. Społeczeństwo mogło kiedyś istnieć jako spójna przestrzeń, jako zasada rzeczywistości. Przestało jednak istnieć wraz z upadkiem teologicznej bazy. Tradycja odwoływała się do transcendencji jako wymiaru nadającego celowy charakter istnienia społeczeństwu. Za czasów monarchii porządek społeczny odzwierciedlał porządek boski. Człowiek stworzony był na podobieństwo Boga. “Społeczne” dopiero rodziło się. Gdy w imię ludu zabito pierwszego króla, dokonano symbolicznego mordu na Bogu, a tym samym zautonomizowano politykę. Społeczeństwo zajęło miejsce Boga i w ten sposób zaczęła się tak zwana epoka Oświecenia (XVIII w.). Niedługo jednak trwała ta idylla. Społeczeństwo równie szybko znikło jak się pojawiło. Zniszczyły je indywidualistyczne kontr-tendencje oraz miniaturyzacja świata, który stał się “globalną wioską”, a z technologii uczynił pośrednika między ludźmi. Kult postępu, który zastąpił transcendentalny wymiar życia społecznego, wyczerpał gamę chwytów symbolicznych przy pomocy których społeczeństwo mogło istnieć jako całość. Dlatego Baudrillard mówi o załamaniu się “społecznego” i o powstaniu na jego miejscu przestrzeni symulacji.

Tym, co wypełnia ową przestrzeń symulacji jest zdaniem francuskiego profesora “masa”.  Masa jest milczącą większością, obdarzoną inercją wobec wszelkich zewnętrznych bodźców i pozbawioną jakichkolwiek zewnętrznych odniesień. Pożywką dla niej jest kalejdoskop szybko pojawiających się i znikających zdarzeń, powodujących ekstatyczne uniesienia  i histeryczny popłoch. Masa żyje w nieustającej ekstazie. Święto stanowi jej powszedni dzień, zaś wszelka zwyczajność jest dewiacją. “Jesteśmy tylko epizodycznymi przewodnikami znaczenia, jako że ogółem biorąc i dogłębnie tworzymy masę, żyjąc większość czasu w panice i na chybił trafił, ponad i poza jakimkolwiek znaczeniem”. Masy wcale nie poddają się sfilmowanej rzeczywistości. One wiedzą, że jest to symulacja, a im bardziej są tego świadome, tym bardziej się nią fascynują. “Im bardziej milczące są masy, tym więcej się do nich mówi, bombardując je przekazami itd. Jednakże im więcej wytwarza się informacji, tym bardziej powiększa się masy. Jest to trochę tak jak w fizyce z poruszającym się ciałem, które ma pewną szybkość i pewną masę; im bardziej zwiększa się szybkość, tym bardziej wzrasta masa. W tej sytuacji, aby skłonić ciało to do ruchu, konieczne jest dostarczanie ciału jeszcze większej energii, uczynienie go coraz silniejszym, a im bardziej przyrasta owa energia, tym bardziej wzrasta jej masa”. Cała myśl Baudrillarda kręci się wokół wątku iluzoryczności kultury współczesnej. To, w czym uczestniczymy, jest tylko symulacją tymczasowości przybierającą pozór czegoś stałego o trwałych filarach. Mówienie o kreatywności jest niedorzeczne. Zdaniem Baudrillarda, nadchodzi czas miniaturyzacji, koncentracji i natychmiastowego użytkowania wszystkiego, począwszy od genów i ludzkiego ciała. Nie da się już mówić o społeczeństwie spektaklu, albowiem wszystko jest ordynarnie wyciągane na powierzchnię. Na zawsze pozbawieni jesteśmy intymności. Wszystko staje się jawne. Baudrillard nazywa tą sytuację pornograficzną, gdyż “obsceniczność zaczyna się wtedy, gdy nie ma już spektaklu, nie ma już sceny, nie ma już złudzeń, a kiedy wszystko staje się jawne, widoczne, postawione pod ostrzałem światła informacji i komunikacji. Nie uczestniczymy już w dramacie alienacji, lecz w ekstazie komunikacji”.

Niegdyś podmiot oddzielony był od przedmiotu; dzisiaj, wszyscy jesteśmy przewijającymi się przedmiotami w przestrzeni symulacji. Ponowoczesność niweluje wszystkie sprzeczności, które konstytuowały naukę modernistyczną. Nade wszystko jednak niweczy fundamentalną opozycję podmiotu i przedmiotu. Doskonałym reprezentantem tej ery wzajemnych powiązań, sprzężeń i komunikowania się jest telewizja, która filtruje nasze ciało i cały wszechświat. Tożsamość staje się odbiciem na ekranie telewizyjnym. Odwołując się do mcluhanowskiego podziału na “gorące” i “zimne” środki komunikacyjne, Baudrillard odróżnia gorącą obsceniczność seksualną od zimnej obsceniczności komunikacyjnej. Inercja mas możliwa jest tylko dzięki uwodzeniu przez bezpośredni dyskurs komunikacyjny. Człowiek dystansuje się od materialnych podstaw swojej egzystencji poprzez zastąpienie wysiłków i ruchów ciała impulsami elektronicznymi. Informacja nabiera cech doświadczenia, a doświadczenie sprowadzane jest do informacji. W szumie komunikacyjnym największe wzięcie ma informacja o najwyższym potencjale symulowanego doświadczenia. Uczestnik kultury współczesnej cechuje się przekonaniem co do możliwości regulowania wszystkiego z dystansu. “Czas obecny… najtrafniej reprezentuje typ schizofrenika (wobec histerii i paranoi poprzednich epok). Schizofrenika charakteryzuje nie tyle utrata poczucia rzeczywistości, co jej nadmierna bliskość, natychmiastowość doznań, która jest kresem intymności. Schizofrenik nie potrafi określić granic swojej osobowości, nie potrafi być lustrem; jest tylko ekranem”.

Baudrillard dopatruje się genezy tej sytuacji w dynamice rozwoju kapitalizmu przemysłowego, który w pewnym momencie zaczął wytwarzać nadmierną ilość produktów, które trudno było zużytkować. W zaawansowanym kapitalizmie, przy całym stopniu skomplikowania społecznego, technologizacji i miniaturyzacji, gdzie podaż dominuje nad popytem, produkt traci na znaczeniu. Jest go po prostu za dużo i można go sprzedać jedynie wtedy, kiedy dorobi się mu odpowiedni “image”. W ten oto sposób wartość wymienna towarów przekształca się w “wartość znakową”. Rzeczywiste jest to, co przedstawione, a nie to, co obiektywnie doświadczone. Znaki “uwalniają się od swych odniesień”.

Najlepiej proces ten wyraża reklama. I oto na przykład szampon do włosów firmy “L’Oreal” przestaje być zwykłym środkiem czystości, stając się symbolem piękna i doskonałości. Współczesna bogini (słowo to wydaje się być bardziej adekwatne od określenia “Matka Boska”), supermodelka Claudia Schiffer przekonuje nas z bilboardów, że i my możemy być tak cudowni jak ona, jeśli tylko kupimy reklamowany przez nią szampon. Hasło: “L’Oreal jesteś tego warta” nadaje płynowi do zmywania brudu z włosów zupełnie nowe znaczenie. Dlatego Baudrillard mówi, że we współczesnym świecie znaczenia są nadpisywane. Reklama i związany z nią świat mody są w równej mierze targowiskiem próżności co targiem, na którym kupuje się swoją tożsamość. Gdzież zatem mówić o własnej osobowości, skoro jest ona pochodną towaru? Jak głosi najgenialniejszy slogan w dziejach reklamy: “Bądź sobą! Pij Pepsi!”

Wizja prezentowana przez Baudrillarda pokazuje nietragiczny koniec świata. Nieuchronnie, przywołuje na myśl pytanie, na które filozof ów zdążył już chyba sobie odpowiedzieć: “Co począć, jeśli rzeczywistość rozpłynie się na naszych oczach? Nie w nicości, ale w czymś bardziej rzeczywistym niż rzeczywistość, w triumfie pozorów”. Baudrillard rzuca swoich czytelników na pastwę wirusa ponowoczesności, nie dostarczając im żadnej szczepionki. Powiada że jedynym sposobem funkcjonowania w globalnej wiosce jest rodzaj świadomej kolaboracji, czyli hiperkonformizm. I sam rozbija się luksusowymi samochodami wraz z małoletnimi dzierlatkami, upajając się rozkoszą, jaką przyniosła mu sława niepokornego profesora. Cóż jednak mają czynić ci, którzy nie chcą uczestniczyć w tym wielkim żarciu społeczeństwa konsumpcyjnego? Baudrillard daje im jedną radę: “Zawsze przecież możecie wyłączyć telewizor!” Pytanie tylko, co to znaczy?

Dariusz Misiuna

Share Button