His-Storia, Her-Storia, My-Storia

Na początku było ciało. Gąszcz pragnień ukryty pod skórą. Ciało rosło, poznawało inne ciała, pragnęło. Dopiero potem, znacznie później, pojawiły się słowa. A słowa stworzyły własny świat, który wchłonął ciało. Tak rozpoczęła się his-storia.

Michel Foucault w “Historii Seksualności” zauważa, że u progu nowożytności nasilił się proces dyskursywizacji seksu. Seks rozmieniono na słowa, owinięto w hasła, które wyniesiono na sztandary. Nadano wymiar transcendentalny temu, co należało dotychczas do praktyki codziennego życia. Pragnienia cielesne zagarnęła sfera dyskursu. Nastąpiło od-cieleśnienie seksu. Ciało poddano społecznej manipulacji.

Nędza kobiet wiąże się z uprzedmiotowieniem cielesności. Nasza kultura od wieków karmiona chrześcijańską obsesją nieczystego ciała, traktowała z pogardą i terapeutyczną gorliwością każdy przejaw ekspresji cielesnej, a że kobiety uosabiały niepokorny świat natury, zmuszane były do okazywania uległości światu prawa, światu mężczyzn. Kiedy jednakże wyczerpały się możliwości podboju świata natury, należało zrekonstruować przestrzeń życia i odnaleźć nowe w niej miejsce dla cielesności i dla kobiet. Rozwijający się rynek dóbr konsumpcyjnych wciąż szukał nowych produktów, które mógłby sprzedać. Odnalazł ciało, odnalazł kobiety. Współcześnie, ciało stanowi przedmiot powszechnej troski medyków i producentów reklam, znachorów i artystów. Ciało coraz częściej staje się modnym tematem do rozmów, pisze się o nim prace naukowe, poświęca się coraz więcej czasu jego pielęgnacji. Feminizm jako potężny ruch społeczny rozwinął się w latach 60-tych XX wieku, a więc dokładnie w tym czasie, kiedy ludzie Zachodu weryfikowali swoje poglądy dotyczące ciała i jego naturalnych funkcji. Pojawiła się dyskusja o równouprawnieniu kobiet. Świat kultury i świat polityki otworzył przed nimi swoje salony. Skąd ten nagły zwrot? Czemu zdominowana przez samce kultura pozwala kobietom głośno mówić o swoich prawach? Nikt przecież nie oddaje władzy z własnej woli.

Rozwiązania tego paradoksu nie należy szukać daleko. To prawda, że kobietom pozwala się mówić, ale jakim językiem one przemawiają, kiedy już wreszcie otrzymają głos. Jest to ten sam język znany nam dobrze od stuleci. Język Logosu, Rozumu, Dominacji – język Kultury. Jest to ten sam język, który zapanował na świecie, gdy ciało utraciło swoją suwerenność. Jest to język, którym pisana jest his-storia.

Nasze rodzime feministki, podobnie jak większość ich towarzyszek z zagranicy, dały się złapać w pułapkę his-storii, zdążyły przejąć oręż marksistowskiej retoryki, gdzie walkę klas zastąpiła walka płci, a kobiety zastąpiły proletariat. Pisma feministyczne naładowane są ideologicznym dyskursem, który ustanawia, jakie zachowania kobiece są feministyczne, a jakie uchybiają kobietom. Feministki budują swoją tożsamość z materiału, jaki dostarcza im his-storia, ale zapominają, że to nie one ją pisały. Dlatego szukają swoich przeciwników nie tam, gdzie się oni znajdują. Wydaje im się, że za nędzę świata, w któryum żyją, odpowiedzialni są meżczyźni i wystarczy tylko zastąpić patriarchalny system zdominowany przez samców matriarchatem, aby wszystko powróciło na swoje miejsce. Nie dostrzegają, że matriarchat tak samo jak patriarchat stanowi relację władzy, a przez to musi być represywny i tworzyć swoich niewolników.

Feministyczna her-storia posługuje się mitem raju utraconego pierwszych dni ludzkości, kiedy to na Ziemii panował matriarchat i wszyscy wiedli spokojny żywot zgodnie z rytmem Natury. Powiada, że patriarchat narzucili przemocą mężczyźni, burząc symbiozę ludzi z Naturą i tworząc w jej miejsce strukturę dominacji. Bardzo prawdopodobne, że tak naprawdę się działo. Wnioskować z tego jednakże należy, że świat matriarchalny musiał być bezwolny, aby dać sobie narzucić logikę agresywnego systemu patriarchalnego. Bardzo dziwne, że feministki starają siędzisiaj przywrócić matriarchat posługując się patriarchalnymi metodami działania.

Być może, jest to proces konieczny. Potrzeba wiele siły, aby wreszcie powiedzieć “ja”. Jeśli ruch feministyczny zdoła wypracować własne formy ekspresji, które dążyć będą do rozwoju samoświadomości, jeśli uwolni się od metod działania, jakimi utkana jest his-storia, kto wie, czy nie stanie się pierwszym ruchem emancypacyjnym, który nie tylko przysłuży się swoim orędownikom, ale i reszcie ludzi zamieszkałej planetę Ziemia.

Aleister Crowley lubił powtarzać, że ludzkość ma za sobą dwa eony: Eon Izydy i Eon Ozyrysa. Eon Izydy stanowił okres, w którym ludzie żyli zgodnie z rytmem natury, na Ziemii panował matriarchat, wierzono, że wszystkim kieruje przeznoczenie. Był to czas niewinności, ale i nieświadomości. Tą niewinność ludzkość utraciła wraz z nadejściem Eonu Ozyrysa, kiedy to patriarchalne struktury zaprowadziły przymus i prawo. Eon Ozyrysa to dyktatura świadomości, która tłumi ludzkie popędy i ustanawia konflikt między ludzkością a światem natury. Eon Ozyrysa to wreszcie wiek wielkich monoteistycznych religii, podpierających struktury państwowe. Crowley twierdził, że w naszym stuleciu rozpocznie się okres przechodzenia do kolejnego Eonu – Eonu Horusa. Nowy Eon narodzi się w bólu i cierpieniach, gdyż ludzkosć będzie musiała porzucić dogmaty, z których budowała swoją rzeczywistość. W Eonie Horusa znikną struktury dominacji, matriarchalne i patriarchalne. Każdy przejmie odpowiedzialność za własne życie. Kobiety odnajdą mężczyznę w sobie i meżczyźni odnajdą kobietę w sobie. Ciało znowu stanie się całością.

Dariusz Misiuna

Tekst opublikowany w piśmie Mać Pariadka nr 4/96

Share Button