Kojot – bóg oszust

Preria. Niezmierzone połacie traw gdzieniegdzie przerywane pasmami lasów dębowych. Pustynia północy. Spokojna, bezludna, złowieszczo cicha. Wiatr porywa kłębki traw. Deszcz zrasza ziemię darem nieba. Nic nie mąci posępnej stabilności rozległej przestrzeni poza odległymi kwileniami zwierząt i śpiewem ptaków dochodzącym nie wiadomo skąd, jakby nie z tego wymiaru istnienia. Na prerii wszystko wydaje się nierzeczywiste. Panuje smętek. Równiny spowija senność. A jednak tę trudną do zniesienia ciszę czasami coś zakłóca. Czasami jakiś cień przemyka się w gęstwinie. Czasami coś podskakuje, wynurza się z trawy i dalej mknie nie obnażając swej tożsamości. Ten nieproszony gość, burzyciel ospałego ładu, to kojot. Jego skowyt daje znać, że coś się zacznie dziać.

Kojot nie pasuje do prerii. Preria rządzi się swoimi prawami, niezmiennym porządkiem wschodu i zachodu słońca. Trawy buja wiatr. Roślinność żyje w harmonii ze zwierzętami. Kojot zakłóca tę harmonię. Jest niepokornym burzycielem ładu, indywidualistą, który zawsze podkreśla odmienność swojego “ja”. Rzadko się zdarza, aby zwierzęta polowały w pojedynkę. Zwierzęca egzystencja opiera się na stadzie. To w grupie można zapewnić sobie bezpieczeństwo oraz podstawowe minimum, które pozwala przetrwać kolejny dzień, miesiąc, czy rok. Zazwyczaj, zwierzęta, które oddalą się od stada, skazane są na szybką śmierć głodową, a jeśli są roślinożercami mogą paść ofiarą innych zwierząt. A jednak kojot prowadzi samotne życie, niechętnie łączy się w większe grupy. Wędruje w pojedynkę, albo z rodziną, którą zakłada na stałe. Jest wiernym partnerem, dba o swoje rodzeństwo. Przypomina w tym niektórych ludzi i wilki.

Odmienność kojota stała się przyczynkiem do wielu legend krążących na jego temat. Kojot na dobre zagościł w mitologii rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Przypisana mu została rola psotnika, wielkiego oszusta, który wprowadza w błąd ludzi i inne zwierzęta. Motyw boga-oszusta występuje w wielu mitologiach, skąd przedostał się do kultury masowej. Czym bowiem innym są chochliki, które wprowadzają zamęt do naszego uporządkowanego życia? Demoniczny aspekt boga-oszusta podchwycił przemysł filmowy, a czarny bohater filmu Batman, Joker, jest tego najdobitniejszym przykładem. Niemniej jednak, nie należy banalizować roli, jaką psotnik odgrywa w mitycznym wymiarze istnienia. Jego psikusy nie tyle mają nas zwodzić z obranego celu, co ukazać jak bardzo jesteśmy śmieszni nazbyt poważnie traktując życie. Odrobina dystansu do siebie samego – oto nauka, jaką stara się nam przekazać bóg-oszust.

Przebiegłe sztuczki Kojota nie zawsze są błahymi igraszkami. Nieraz skowyt Kojota napawa Indian dreszczem. Wśród wielu plemion indiańskich istnieje przekonanie, że kojot jest nosicielem wszelkiego zła, przynosi zimę i śmierć. Odgrywa zatem podobną rolę co kostucha w naszym folklorze. Inne plemiona twierdzą coś przeciwnego. Kojot jest dla nich nauczycielem mądrości, płatającym figle bogiem, który, gdy się go odpowiednio podejdzie, potrafi obdarzyć niespotykaną mądrością. To podwójne oblicze kojota wydaje się charakterystyczne dla wszystkich bóstw odpowiedzialnych za przekaz mocy. Praktycznie, wszystkie bóstwa z różnych mitologii, które kontaktują się z człowiekiem w życiu codziennym posiadają dwa aspekty – łagodny i groźny. Bogowie greccy dalecy są od doskonałości, jak ją się pojmuje powszechnie. Potrafią być mściwi i srodzy, łatwo folgują swoim zachciankom. A może na tym właśnie polega ich doskonałość, że reprezentują całe spektrum możliwych zachowań, a nie ideał dobra, piękna i sprawiedliwości. Może za bardzo przywykliśmy do wyobrażenia boga jako wszechwiedzącego starca podpierającego się laską. A przecież nawet odległy Bóg chrześcijan posiada dwa oblicza – okrutne i miłujące. Kto nie wierzy mi na słowo, niech zajrzy do Biblii.

Każde bóstwo, które posiada moc, nie jest łagodnym barankiem. Jakże inaczej mogłoby zapanować nad tą mocą? Kontakt z tym, co nieznane, z boskością doprowadza nas do ekstazy, której towarzyszy drżenie. W obliczu bóstwa ogarnia nas przerażenie, albowiem obcujemy z potęgą, która może w drastyczny sposób zmienić nasze życie. I lękamy się o to, że już nigdy nie będziemy tacy jak dawniej.

W mitach indiańskich kojot występuje często jako stworzyciel świata. I tak plemię Achomawie wierzy, że świat został stworzony przez Kojota i Srebrnego Lisa. Na początku nie istniało nic poza oparami mgły. Mgła i woda połączyły się, ale ziemii nadal nie było. W tej bezkresnej mgle wędrował Srebrny Lis, a ponieważ podróż mu się dłużyła, czuł się okropnie samotny. “Chciałbym kogoś spotkać”, powiedział do siebie, i nagle spotkał Kojota. “Tak myślałem, że w końcu kogoś spotkam”, powiedział. Kojot popatrzył na niego, ale nic nie odparł. “Dokąd wędrujesz?”, spytał Lis, i nie usłyszał odpowiedzi poza podobnym pytaniem. Kojot chciał się od niego dowiedzieć, co jest przyczyną jego wędrówki. Lis odparł, że się martwi. Kojot powiedział: “Ja też się martwię i wędruję”. Lis mu na to zaproponował: “Chodźmy razem, ty i ja. Lepiej, powiadają, wędrować we dwójkę”. I poszli penetrując dalsze odmęty mgły. Minęło trochę czasu, zanim spostrzegli, że nadal idą i nic się nie dzieje. Postanowili zatem coś zrobić, a Lis zaproponował, aby stworzyli świat. I wzięli się do tej pracy ochoczo, a że żaden z nich nie wiedział, jak się stwarza światy, zaczęli śpiewać. Śpiewali i tupali, tańczyli w kółeczko jeden koło drugiego, a potem Lis pomyślał sobie: “Kępko darni, wyjdź!” i w tej samej chwili miał ją w rękach. Następnie, rzucił ją między chmury i nakazał Kojotowi, aby zamknął oczy i śpiewał. Kojot śpiewał, a Lis wyobrażał sobie, że darń się rozciąga i jest coraz większa. Kiedy darń stała się już całkiem spora, otworzyli oczy, skoczyli nań i stworzyli resztę świata. Tak oto powstał świat.

W micie tym kojot odgrywa rolę bierną. To lis pobudza go do działania. Ale tylko dzięki niemu świat może powstać. Kojot i lis dopełniają się, są partnerami w dziele stworzenia. Ciekawe, że kojot, ten samotnik z umiłowania, w mitach zawsze występuje jako czyjś partner – sojusznik lub nieprzyjaciel. Kalifornijskie plemię Maidu dostrzega w nim nie tylko stworzyciela świata, ale i niszczyciela. Maidu powiadają, że świat został wynaleziony przez Kodoyanpe i Kojota. Ci dwaj bogowie starali się stworzyć człowieka z drobnych patyczków, ale ponieważ im to nie wychodziło, zrobili z nich zwierzęta. Kodoyanpe nie mógł się nadziwić, czemu nie potrafią ułożyć ludzi z patyczków i wnet spostrzegł się, że to Kojot celowo mu w tym przeszkadza. Postanowił więc go zniszczyć. Rozpoczęła się wielka wojna bogów. Po stronie Kojota stanęła armia potworów i złych istot. Ale Kodoyanpe otrzymał pomoc od potężnej istoty zwanej Zwycięzcą. Zwycięzca usunął ze wszechświata wiele potworów i złych duchów, które mogłyby okazać się nieprzyjazne człowiekowi. Krwawa wojna dłużyła się niezmiernie, aż w końcu dobry Kodoyanpe został pokonany przez sprytnego Kojota. Kodoyanpe musiał spalić figurki z patyczków, które wcześniej stworzył, a z ich prochów powstała rasa indiańska. Jest to klasyczny motyw walki światła z ciemnością, dnia z nocą. Kodoyanpe jest słońcem, duchem dnia, który po całodziennej walce z siłami ciemności udaje się na zachód w poszukiwaniu schronienia. Kojot jest duchem nocy, zwierzęciem, które wychodzi z nory, kiedy zapada zmrok. Podobną koncepcję odnaleźć można w mitologii egipskiej, gdzie Anubis, bóg o głowie szakala, pożera swego ojca Ozyrysa, świetlistego boga dnia, podobnie jak noc pochłania dzień.

Kojot jest zatem demonicznym stworzycielem i niszczycielem świata, który wszystko robi z przekory. Można powiedzieć, że świat powstaje w wyniku jego kosmicznego żartu. Taka absurdalna wizja początku dziejów nie jest w mitologii niczym nowym. Świat powstaje przez pomyłkę i to dlatego właśnie człowiek czuje się w nim obcy. Podobną wizję podzielali niektórzy gnostycy, kabaliści, a nade wszystko modni w latach powojennych egzystencjaliści. Dla Indian kojot nie jest jednak tylko przekornym bogiem-stwórcą. Uosabia prerię, która nie mogłaby bez niego istnieć, tak jak i nie istniałaby bez bawołów. Dlatego Indianie szanowali kojota, choć często lubili się z niego śmiać, opowiadając sobie historyjki o tym, jak stary kojot bez skutku stara się o wdzięki młodych kobiet.

Prawdziwa gehenna kojota rozpoczęła się w 1492 roku, kiedy Krzysztof Kolumb przypłynął do Ameryki. Europejczycy w celu poszerzenia swojej przestrzeni życiowej zajęli się eksterminacją rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Ich największymi wrogami stali się Indianie, a żeby zagłodzić ich na śmierć, biali urządzili rzeź bawołów. Kiedy już poradzono sobie z Indianami, rozpoczął się drugi etap budowania nowej, białej Ameryki. Pierwsi osadnicy przybyli na “Dziki Zachód”. Zakładali gospodarstwa, hodowali zwierzęta. Niepokorny kojot z zainteresowaniem przyglądał się Białemu Człowiekowi. Podbierał mu jajka, kradł kury i gęsi, wdzierał się do jego gospodarstw. Biali uznali kojota za szkodnika, którego, podobnie jak lisa czy wilka, należy wytępić. Na kojoty polowano, zastawiano na nie wnyki, każdy sposób był dobry, aby pozbyć się tego nieproszonego gościa. Nawet dzisiaj farmerzy ochoczo wynajmują helikoptery, aby śledzić nimi kojoty i wytrzebiać je co do jednego.

O bawołach dzisiaj możemy jedynie czytać w książkach, ostatni Indianie gniją w rezerwatach, rozpijani i traktowani jak zwierzęta w ZOO przez swoich białych “opiekunów”. Jedynie kojot hasa jeszcze dzisiaj po prerii, choć jego żywot nie jest lekki. Kiedy i on wyginie, preria przestanie istnieć. Albowiem jak powiadają Indianie Chinook, to Kojot stworzył prerię rzucając piaskiem w pieniące się morze.

Dariusz Misiuna

Share Button