Modyfikacje ciała 3. Szpetne jest piękne, czyli o miłości bez członków

Starożytne podania i mity przypisywały odmieńcom ponadnaturalne moce, których nie byli w stanie dostąpić ludzie normalni. Wpisywały ich w sferę sacrum, gdzie pośród innych świętości traktowani byli z jednoczesną odrazą i nabożeństwem. Ich moc bardzo często wyrażała się w deformacjach fizycznych, albowiem dawne kultury nie rozróżniały ducha od ciała. Oto twórca judaizmu, Mojżesz, był człowiekiem chromym i zgrzybiałym, a jednak potrafił wyzwolić naród żydowski z niewoli egipskiej i dać mu religię, która zapewniła mu przetrwanie. Ten sam Mojżesz, według Biblii, dysponował potężną magią, przy pomocy której utorował swoim ludziom drogę przez Morze Czerwone. Jednocześnie zaś ledwo co się wysławiał i potrzebował do pomocy brata Aarona, który w jego imieniu przemawiał do ludu. Ułomność fizyczna była często przejawem niezwykłych mocy psychicznych. Słynny jasnowidz grecki, Tejrezjasz, był ślepcem. Mity greckie przedstawiały go jako starca z długą, białą brodą, który był najpierw kobietą, lecz pod wpływem czarów stał się mężczyzną. Tejrezjasz utracił wzrok, gdy ujrzał Atenę nagą w kąpieli. Wtedy to Zeus obdarzył go życiem siedem razy dłuższym od życia ludzkiego. Tejrezjasz posiadł ponadto dar przewidywania przyszłości. Jego ślepe oczy obdarzały go wiedzą o tym, czego inni nie wiedzieli. Nie był w tym jednak odosobniony. Motyw jasnowidza – ślepca był bowiem szeroko rozpowszechniony w starożytnych mitach.

Widać tu bardzo wyraźnie, że ułomności fizycznej towarzyszył rozwój zdolności parapsychicznych. Bardzo często szamanami i czarownikami zostawali ludzie posiadający wyraźne deformacje fizyczne, bądź zachowujący się w sposób, który dzisiaj byłby uznany za nienormalny. Współcześni antropolodzy uważają, że szamanami zostawały przeważnie osoby leworęczne o preferencjach homoseksualnych. Ich odmienność predysponowała ich do zajmowania się sferą nie-codzienną, czyli światem niezwykłych zjawisk z pogranicza magii i religii.

Współczesność drastycznie zmieniła postrzeganie odmienności. “Odmieńcy” utracili swój dawny status “boskich głupców” na rzecz miejsca w szpitalach psychiatrycznych i przytułkach dla włóczęgów. Jak zauważa Michel Foucault, temu procesowi de-sakralizacji “odmienności” towarzyszy proces medykalizacji wszystkiego, co odstaje od społecznie uznawanej normy. Gdzieś pod koniec XVI wieku pojawiają się pierwsze przytułki, w których umieszcza się osoby o niezwykłym wyglądzie i dziwnej psychice. Co ciekawe, w tym samym czasie Inkwizycja dokonuje czystek wśród “odmieńców”, które dzisiaj nazywamy procesami czarownic. W ciągu kolejnych kilku wieków “odmieńców” spycha się na margines życia społecznego, aż stają się już nie tyle dziwakami, lecz osobami, które należy izolować i leczyć. Tendencja do pozbywania się tego co odmienne osiąga swój moment kulminacyjny w czasach nazistowskich. Ogarnięci obsesją czystości rasowej naziści dokonują masowych mordów najpierw wśród chorych psychicznie i kalek, dopiero potem zaś wśród innych, ich zdaniem ułomnych narodów.

W obliczu pieców krematoryjnych Oświęcimia wydaje się dziwne, że nawet dzisiaj ludzie “chorzy psychicznie” i kalecy traktowani są z odrazą i niechęcią. Bardzo często zresztą ludzi ułomnych uważa się za lekko stukniętych. To przekonanie wiąże się z ukrytym założeniem, że integralność cielesna jest tożsama ze zdrowiem. Z tego też powodu brak oka lub ucha, odcięta ręka i krzywy nos mogą być postrzegane jako coś co temu zdrowiu zagraża albo też po prostu jest przejawem choroby. Cóż zatem biały Europejczyk z klasy średniej może powiedzieć o takich ludziach, którzy pragną stać się kalekami, albowiem w szpetocie odnajdują źródło rozkoszy?

Amputacje stanowią najbardziej drastyczne akty modyfikacji ciała. I chociaż medycyna stosuje je od najdawniejszych czasów, to jednak ich pozamedyczne wykorzystanie jest pomysłem naszego stulecia. W historii zdarzały się co prawda przypadki, kiedy w porywie uniesienia odcinano sobie członki. Najsłynniejszym takim “odmieńcem” był oczywiście holenderski malarz, Vincent van Gogh, który w grudniu 1888 roku odciął sobie brzytwą połowę ucha i dał je w prezencie na gwiazdkę prostytutce. Van Gogh nie był wszakże jedynym, a w XX wieku worek z odciętymi członkami rozsypał się na dobre.

Zwykle, dopatrywano się w osobach, które pragnęły odciąć sobie kawałek własnego ciała, przejawów schizofrenii paranoidalnej. Psychoanalitycy uważali, że ta forma samookaleczeń stanowi wyraz mechanizmów obronnych ego, które pragnie pozbyć się niechcianych elementów osobowości. Twierdzili, że osoby, które dokonały na sobie amputacji były ku temu wiedzione podświadomą nienawiścią wobec swoich “nienormalnych” preferencji seksualnych, czyli homoseksualizmu lub fetyszyzmu. Odcięte części ciała symbolizowały niechciane strony osobowości. Miało to być “mniejsze zło” wobec perspektywy samobójstwa.

W historii współczesnej psychiatrii znane są liczne przypadki osób, które dokonały tego rodzaju amputacji. W 1962 roku pewien młody Amerykanin wydłubał sobie oczy powodowany poczuciem winy w związku z pociągiem seksualnym, jaki odczuwał do matki. Jego matka była osobą zaborczą. Kiedy miał siedem lat, rozwiodła się z jego ojcem i odtąd cały swój popęd przeniosła na syna. Młody chłopiec czuł się od niej bardzo uzależniony, aż pewnego razu zaczął mówić, że jego matka znajduje się w nim i pragnie ją razem z sobą pogrzebać. Koniec końców, przemożna presja wewnętrzna zmusiła go do tak radykalnego rozwiązania, jakim był akt samookaleczenia.

Niektóre z osób, które dokonały samo-amputacji, zrobiły to pod wpływem środków psychofarmakologicznych. Kroniki szpitala psychiatrycznego w Dallas odnotowują fakt, jaki miał miejsce pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy to pewien szesnastolatek wyjął sobie oczy w drodze do szpitala. Chłopiec ten wychowywał się w rodzinie bez ojca i od dwóch lat nałogowo zażywał LSD, metedrynę i marihuanę, co i raz popadając w stany depresyjne. Jego matka trzy razy wychodziła za mąż, lecz każde z małżeństw kończyło się konfliktem o niego. Jej mężowie nie mogli znieść jego obecności, a ona stając w sytuacji wyboru opowiadała się zawsze za synem. Chłopiec musiał bardzo mocno odczuwać spoczywającą na nim odpowiedzialność za niepowodzenia miłosne matki. Jednocześnie zaś czuł do niej pociąg seksualny, co tylko wzmacniało w nim poczucie winy. Coraz częściej sięgał po narkotyki i popadał w stany załamania nerwowego. Skończyło się na tym, że matka postanowiła oddać go do szpitala psychiatrycznego.

W drodze do szpitala w Dallas matka zatrzymała samochód na prośbę syna, który chciał coś kupić w sklepie. Kiedy wrócił, miał ze sobą inhalatory, które namiętnie wkładał do nosa wdychając ich zawartość. Samochód przemierzał bezludne połacie, gdy nagle rozpętała się śnieżyca. W środku było ciepło i przytulnie. Bezpiecznie jak u mamy. Chłopak czuł się na haju pod wpływem wdychanego specyfiku. Zwinął się w kłębek i zaczął się onanizować. Nagle, matka zatrzymała samochód i mimo sprzeciwu syna poszła do przydrożnej restauracji. Kiedy wróciła po dziesięciu minutach, usłyszała krzyk: “Zrobiłem to, zrobiłem!” Zaniepokojona, szybko otworzyła drzwi od samochodu. Jej oczom ukazał się niesamowity widok. Oto jej syn włożył sobie palce do oczodołów, krzycząc: “Musze je wyjąć!” I tak też uczynił na przekór jej próbom powstrzymania go od tego.

Szesnastolatka zawieziono do szpitala, gdzie po udzielonej mu pomocy lekarskiej poddano go obserwacji psychiatrycznej. Chłopak nie pamiętał nic z minionych wydarzeń poza uczuciem podniecenia oraz głosem, który mu mówił: “Jeśli tedy prawe oko twoje gorszy cię, wyłup je i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby całe ciało twoje miało pójść do piekła”. Był to ni mniej ni więcej fragment “Ewangelii św. Mateusza”, na który lubią powoływać się zwolennicy amputacji. Co ciekawe, psychiatrzy zauważyli tak niezwykłą zbieżność między przypadkami samo-okaleczeń a powoływaniem się na ten fragment z “Biblii”, że aż w niektórych szpitalach psychiatrycznych ogłoszono zakaz dawania “Pisma Świętego” do lektury schizofrenikom, ze strachu przed zbyt dosłownym go odczytaniem.

Powyżej opisany przypadek jest niemalże modelowym zobrazowaniem kompleksu Edypa. Mity greckie przedstawiają Edypa jako niechciane dziecko władców Teb, Lajosa i Jokasty. Jak powiada legenda, pewnego razu wyrocznia delficka ostrzegła Lajosa, że zginie z rąk własnego syna. Kiedy więc narodził się mu potomek, król postanowił przekłuć mu stopy żelaznymi kolcami i porzucić go w górach. Dziecko znaleźli pasterze i zanieśli królowej Koryntu, która nie miała własnego potomstwa. Młody Edyp wychowywał się w smutku i przeświadczeniu, że nie zna swego pochodzenia. Udał się zatem do Delf, by dowiedzieć się prawdy o sobie. Tam zaś usłyszał głos boży, który ostrzegał go, by nie wracał do swojej ojczyzny, ponieważ zabije ojca i ożeni się ze swoją matką. Przekonany o tym, że jego rodzicami są władcy Koryntu, postanowił uniknąć spełnienia się proroctwa i udał się na dobrowolne wygnanie. Na swojej drodze napotkał jednak powóz swego prawdziwego ojca, Lajosa, z którym posprzeczał się o to, kto ma pierwszeństwo przejazdu i zadał mu śmiertelny cios. Nieświadom tego co uczynił, Edyp udał się do Teb, gdzie pokonał prześladującego miasto potwora, Sfinksa. W nagrodę za to otrzymał rękę wdowy po Lajosie, Jokasty, z którą wkrótce dorobił się czterech dzieci. Po latach Teby nawiedziła straszliwa zaraza, a wyrocznia delficka orzekła, że kres jej położyć może dopiero ukaranie mordercy Lajosa. Wezwano więc wróżbitę Tejrezjasza, który objawił Edypowi straszliwą prawdę. Edyp, na wieść o tym, że zabił ojca swego i utrzymywał stosunki kazirodcze ze swoją matką, pozbawił się wzroku i zmarł na wygnaniu. Nie trudno zauważyć podobieństwo między opisywanym tutaj aktem samo-okaleczenia a historią Edypa. W obu przypadkach utrata wzroku jest konsekwencją wstydu odczuwanego pod bacznym okiem matki.

Nie wszystkie jednak przypadki ciężkich samo-okaleczeń są skutkami psychozy. Dopiero od niedawna zaczęto zauważać związki pomiędzy fantazjami na temat amputowanych kończyn a podnieceniem seksualnym. Zjawisko to zostało po raz pierwszy poruszone przez pismo Penthouse, które w 1972 roku opublikowało serię listów od osób odczuwających podniecenie na myśl o amputacji którejś ze swoich kończyn. Wrześniowy numer Penthouse’a, który rozpoczął debatę nad tą nietypową formą fetyszyzmu bardzo szybko stał się obiektem kultu coraz liczniej ujawniających się miłośników amputacji. Wkrótce, zjawisko to stało się na tyle znaczące, że stworzono dla niego nowe pojęcie – apotemnofilia, czyli “zamiłowanie do amputacji”. Zwolenników amputacji podzielono na dwie kategorie osób. Do pierwszej z nich należą tzw. “wannabe”, czyli osoby, które podniecają się na myśl o tym, że mogą sobie coś amputować. Drugą grupę osób stanowią “devotee”, czyli osoby podniecające się na widok asymetrii cielesnych u innych osób, pozbawionych nogi, ręki czy ucha. Co ciekawe, rzadko się zdarza by jakiś “wannabe” był równocześnie “devotee” i vice versa. Ponadto, w trakcie prowadzonej dyskusji, okazało się, że zdecydowana większość miłośników amputacji to mężczyźni o preferencjach bi- bądź homoseksualnych.

Nie wszyscy miłośnicy amputacji spełniali swoje fantazje erotyczne. Rzadko kiedy “devotee” nawiązywali związki seksualne z osobami kalekimi, choć wielu z nich wybierało pracę w szpitalach i instytucjach pomagających osobom kalekim. Jeszcze trudniej było zrealizować swoje marzenia “wannabe” z racji tego, że lekarze nie zgadzali się na wykonywanie amputacji bez “poważnych” powodów zdrowotnych. Niektórym “wannabe” pozostawały więc same fantazje. Inni decydowali się wziąć sprawy w swoje ręce. Do kanonów klasyki apotemnofilii przeszła opowieść o pewnym mężczyźnie, który co kilka miesięcy konsekwentnie odcinał sobie po paluszku. Mężczyzna ten rozkoszował się każdą kolejną modyfikacją ciała, a żeby nie nasycić się zbyt szybko, wykonywał je po kawałeczku. Zaczął więc od odcinania sobie paznokci, po czym paluszek po paluszku obciął sobie wszystkie palce jednej ręki. Aby zaś dopełnić swego dzieła, wziął skalpel i odciął sobie oszpeconą rękę.

Jakkolwiek drastycznie by to nie brzmiało, czasami trudniej jest żyć z obsesją na temat amputacji niż z odciętą kończyną. Świadczy o tym przypadek pewnego mężczyzny, który zgłosił się do specjalnej placówki psychohormonalnej przy John Hopkins Hospital z prośbą o pomoc w dręczącej go obsesji. Mężczyzna ten od trzynastego roku życia podniecał się na myśl o amputacji. Nieustannie nachodziło go pragnienie, by mieć obciętą nogę. Ta wizja własnej osoby towarzyszyła mu podczas wszystkich auto-, homo- i heteroseksualnych doświadczeń. Podniecał go również widok osób kalekich, a w wieku dojrzałym udało się mu dwa razy odbyć stosunek z osobami nie posiadającymi jednej nogi. Jak sam powiada, najbardziej lubił bawić się kikutami. Nie mniejszą rozkosz sprawiało mu przyglądanie się asymetriom ciała. A jednak, kontakty z osobami kalekimi nie zaspakajały w pełni jego fantazji. Nadal dręczyła go obsesja, by pozbyć się swojej nogi.

Niestety, żaden z lekarzy nie zgadzał się na operację. Musiał więc samemu pozbyć się kłopotu. Domowa operacja nie wchodziła w grę, gdyż wiązała się ze zbyt dużym ryzykiem wykrwawienia się na śmierć. Postanowił więc zakazić sobie nogę tak, by lekarze musieli ją amputować. Wziął młotek i wbił sobie gwóźdź w goleń. Następnie, po wyjęciu gwoździa posmarował ranę wydzielinami z nosa i odbytu. Ku jego zadowoleniu, noga zaczęła puchnąć, zdradzając oznaki poważnego zakażenia. Zgłosił się wtedy do szpitala, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Następnie, przyjęto go na leczenie i…… zamiast amputacji, wyleczono mu nogę. Mężczyzna jeszcze wiele razy wykręcał sobie nogę, odmrażał ją lodem i nakłuwał brudnymi szpikulcami. Wszystko to okazało się zbyteczne wobec postępów medycyny. Jak sam twierdził, najgorsze w tym było to, że zadawał sobie ból, którego wcale nie lubił. Nie kierowały nim pobudki masochistyczne, a jedynie idea fixe związana z amputacją.

Na całym świecie żyje obecnie bardzo wiele osób borykających się z podobnymi problemami. Dla wielu z nich amputacja jest wybawieniem z dręczącej ich obsesji. Inni, obcinają sobie nogę lub rękę i nadal nie mogą uwolnić się od chęci ucięcia sobie czegoś więcej. Zanim więc obetnie się sobie kawałek ciała, warto pamiętać o tym, że bardzo często apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Dariusz Misiuna

Share Button