Oddech na służbie oświecenia

Żeglując po niezwykłych stanach świadomości, czyli oddech na służbie oświecenia

W czasach współczesnych obserwujemy gwałtowny nawrót myślenia magicznego. Wysoko rozwinięte społeczeństwa post-industrialne na nowo odkrywają technologie umysłu znane kulturom archaicznym, a że czynią to często przy pomocy przemysłu informatycznego czy show-biznesu, magia coraz częściej wkracza na pole kultury. Wśród szamanów kultury współczesnej, telewangelistów i zaklinaczy mas aż roi się od oszustów i łowców głodnych duchów. Są jednak i tacy, których droga życiowa świadczy o konsekwentnym poszerzaniu granic świadomości o obszary dotychczas nieznane i obarczone tabu. Jedną z takich osób jest Stanislav Grof, amerykański psychiatra czeskiego pochodzenia, twórca eksperymentalnego nurtu w ramach nowego paradygmatu psychologicznego zwanego psychologią transpersonalną.

Grof urodził się w Pradze, gdzie po ukończeniu Szkoły Medycznej przy Uniwersytecie Karola zafascynował się freudowską psychoanalizą. Jeszcze podczas studiów związał się jako ochotnik z Wydziałem Psychiatrii tego uniwersytetu i wstąpił do Czeskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Im głębiej jednak wkraczał w zakątki psychoanalitycznej praktyki, tym większe względem niej odczuwał rozczarowanie. Pociągał go rozbudowany system Freuda, lecz raziła jego niska skuteczność kliniczna. Dziwnym zbiegiem okoliczności, w tej chwili dezorientacji, na jego Wydział przyszła paczka z Laboratorium Farmaceutycznego Sandoza w Bazylei zawierająca eksperymentalną substancję LSD-25, o której powiadało się, że posiada nadzwyczajne psychoaktywne własności. Nie trzeba było długo czekać, by Grof, jako jeden z pierwszych ochotników, poddał się jej działaniu.

To, czego doświadczył, przeszło wszelkie jego oczekiwania. “Poczułem, jakby grom światła wystrzelił z mego ciała. Utraciłem świadomość swego otoczenia. Moje laboratorium, miasto w którym żyłem, problemy życiowe stały się odległe. Zostałem wrzucony w sam środek dramatu kosmicznego, który poprzednio znajdował się daleko poza mymi najśmielszymi wyobrażeniami. Przeżyłem Wielki Wybuch, rzucany poprzez czarne i białe dziury we wszechświecie. Moja świadomość stała się jakby eksplodującymi super-nowymi, pulsarami, kwazarami i innymi kosmicznymi zjawiskami. Nie miałem wątpliwości, że to, co przeżywam, jest bliskie doświadczeniom świadomości kosmicznej, o której słyszałem w wielkich traktatach mistycznych.” Pod wpływem tych doświadczeń, Grof zerwał z psychoanalizą i rozpoczął pracę w Instytucie Badań Psychiatrycznych, gdzie prowadził zajęcia tzw. terapii psycholitycznej. Klienci, wśród których znajdowały się osoby z zaburzeniami emocjonalnymi, ale też psychiatrzy, artyści, naukowcy i filozofowie, otrzymywali małe dawki LSD (100-250 gamm), po których wracali wspomnieniami do czasów dzieciństwa, by przepracować nieuświadamiane urazy.

GROF przeprowadził w Czechosłowacji 2 000 takich sesji psycholitycznych. Po przyjeździe do USA w 1967 roku postanowił pogłębić swoją praktykę. Rozpoczął pracę z ludźmi nieuleczalnie chorymi na raka mózgu, wykorzystując duże, psychodeliczne dawki LSD (250-500 gamm) i aranżując ich otoczenie w ten sposób, by mogli zaakceptować śmierć. GROF przyjął, że psychodeliki są tylko wzmacniaczami procesów psychicznych. Wywoływane przez nie przeżycia śmierci i narodzin pomagały chorym na raka traktować śmierć jako przystanek na drodze świadomości. Klienci otoczeni byli troskliwą opieką, mogli robić co chcieli, nie byli poddawani żadnym zakazom. Większość z nich bez bólu żegnała się ze światem, otwierając się na to, co ma przyjść. Co ciekawe, GROF zauważył, że ich przeżycia są bardzo do siebie podobne i można je ująć w parę kategorii. W ten sposób powstała nowatorska topografia umysłu.

GROF wyróżnia cztery zasadnicze kategorie doświadczeń Niezwykłych Stanów Świadomości :

1) Doświadczenia psychodynamiczne;

2) Doświadczenia biograficzne;

3) Doświadczenia okołonarodzeniowe;

4) Doświadczenia transpersonalne.

Praktycznie każda sesja psychodeliczna zaczyna się od doświadczeń psychodynamicznych. Następuje poruszenie zmysłów. Postrzegane są odmienne kolory i kształty. Odczuwa się wzmożony ruch energii w ciele, czasami występują tzw. spazmy karpopedalne związane z blokami mięśniowymi ciała. Nie występuje jednak nic, co mogłoby się wiązać z osobowością uczestnika podróży.

Druga kategoria to przeżycia związane w jakiś sposób z biografią jednostki. Wraca się z powrotem do dzieciństwa, przeżywa utajone koszmary, sytuacje śmieszne i tragiczne, zapomniane, a jednak znaczące. Powrót do nich i ich przepracowanie pomaga rozładować zbiorniki trucizn, które sączą się powoli przez całe nasze dorosłe życie. GROF zauważa, że pewne znaczące doświadczenia mają tendencję do gromadzenia się w kompleksy ze względu na dominujący w nich ładunek emocjonalny. Może to być gniew, pożądanie, niedosyt lub jakakolwiek inna emocja. GROF nazywa takie kompleksy “systemami skondensowanego doświadczenia”, czyli COEX’ami. Ich cechą jest to, że wyrażają się w blokach mięśniowo-energetycznych ciała, tym samym wpływając nie tylko na to jak postrzegamy siebie, innych i świat, ale również blokując pełną ekspresję naszego biologicznego potencjału.

Przypuśćmy, że podczas sesji terapeutycznej ktoś przeżywa bardzo intensywne emocje gniewu połączone z duszeniem się. W trakcie pracy z takim COEX-em może okazać się , że grupuje on tak różne doświadczenia jak: przyduszenie pępowiną podczas narodzin, niedotlenienie w wieku niemowlęcym, zachłyśnięcie się wodą w dzieciństwie, bycie duszonym przez kogoś podczas napadu, a nawet wspomnienia z poprzednich żywotów.

GROF odkrył bowiem, że niezwykłe stany świadomości naprowadzają świadomość w otchłań psychiki, wykraczając poza poziom biograficzny. Zauważył, że jego klienci notorycznie doznawali realistycznych bądź symbolicznych przeżyć wielce przypominających proces narodzin. Jedni z nich odczuwali błogość, przyjmując pozy płodowe, by potem cierpieć katusze i skręcać się z bólu. Inni czuli się jak w raju, by nagle z niego wpaść w ogień piekielny. Przeżycia te wiązała jedna wspólna cecha. Naśladowały kolejne fazy w życiu płodowym i porodzie człowieka. GROF wyróżnił cztery takie fazy, które nazwał Podstawowymi Matrycami Okołonarodzeniowymi.

Pierwsza Podstawowa Matryca Okołonarodzeniowa odpowiada przeżyciom związanym z życiem płodowym. Towarzyszy jej poczucie kosmicznej jedności. Jest to stan bez ego. Nierozerwalny związek z matką uosabia jedność mikrokosmosu z makrokosmosem. Jesteśmy częścią całości. Nie ma podziałów, nie ma separacji. Wszelkie nasze potrzeby są zaspokajane.

Regresja do tej fazy najczęściej wywołuje bardzo przyjemne uczucia. Zwykle jest to stan wiecznej błogości i ekstazy. Czujemy rytm matki, tożsamy z rytmem wszechświata. Nie istnieje dla nas czas i przestrzeń. Doznajemy wizji rajskich ogrodów, niebiańskich miast i boskich istot takich jak Budda, Apollo, Matka Natura, Bogini Matka. Wszystko jest pełne światła i piękne.

W tej fazie zdarzają się jednak też i niedobre doświadczenia. Wysoka wrażliwość na bodźce przesyłane przez matkę sprawia, że wszelkie jej emocje przesiąkają płód niczym gąbkę. Gniew, złość i smutek czynią z życia rajskiego horror. To już nie jest raj, lecz jakieś gnijące i rozpadające się zamczysko, jak w opowiadaniach Poego. Miast kosmicznej jedności przeżywa się bezdenną i zimną otchłań. Często środowisko płodu jest nie tylko zatruwane wyziewami emocjonalnymi, ale także truciznami związanymi z tym, co matka w siebie wchłania. Dlatego, podczas sesji terapeutycznych ludzie często się krztuszą, czują niesmak w ustach, a nawet wymiotują. Złe doświadczenia mogą wystąpić również na skutek deformacji cielesnych matki. Kosmos jawi się nam wtedy jako przerażająco zimny i obcy. Na niebie nie widać gwiazd, lecz same chmury.  GROF zauważa, że złe przeżycia związane z tą fazą płodową mogą w przyszłości sprzyjać pojawianiu się rozmaitych paranoi, hipochondrii i halucynacji. Zazwyczaj jednak stan ten odbiera się jako nieporuszoną błogość.

Druga faza okołonarodzeniowa dzieje się wtedy, gdy kanał porodowy jest wciąż jeszcze zamknięty, lecz zaczynają się pierwsze skurcze macicy. Kurczący się świat wywołuje poczucie zagrożenia, strach przed zgnieceniem. Rodzi się wtedy świadomość siebie jako oddzielnego bytu, nie należącego do ciała matki. Towarzyszy temu poczucie samotności. Ów pierwotny antagonizm wobec matki, odbieranie jej jako źródła zagrożenia przypomina wygnanie z raju. Jesteśmy osamotnieni w świecie bez sensu. Typowe dla tej fazy jest poczucie osaczenia, jakbyśmy byli żywcem pogrzebani. Wizje, które jej towarzyszą to porwanie przez jakiś gigantyczny wir, osaczenie przez meduzy, ośmiornice i macki wyłaniające się nie wiadomo skąd. Jest nam zimno i czujemy strach przed śmiercią, przed niemożliwością powrotu, przed szaleństwem.  Druga Podstawowa Matryca Okołonarodzeniowa może wyrażać się w paranoicznych interpretacjach świata, poczuciu braku sensu życia, strachu przed bolesnymi doznaniami cielesnymi, ciężkich depresjach, nieumotywowanym poczuciu winy i potrzebie intoksykacji.

Gdy otwiera się kanał porodowy, roztacza się przed nami perspektywa wyjścia. Mimo wciąż natężających się skurczów macicy, wiemy dokąd możemy uciec. Rozpoczyna się druga faza porodu, którą GROF identyfikuje z trzecią Podstawową Matrycą Okołonarodzeniową.  Jednakże nie na tym koniec naszych męk. Prawdziwa walka dopiero się rozpoczyna. Przeżycia z tej fazy bywają o wiele drastyczniejsze niż w fazie poprzedniej. Gdy przeciskamy się przez kanał porodowy, czujemy smak krwi, potworny ścisk i mamy wrażenie jakbyśmy brnęli w moczu i fekaliach. Podczas sesji terapeutycznych można zauważyć ludzi brnących do przodu w niesamowitym bólu, któremu towarzyszą nieludzkie odgłosy.

Wizje często spotykane w tej fazie to uczestniczenie w Nocy Walpurgii, rytuałach satanistycznych i orgiach. Czujemy się krajani, jesteśmy ofiarami na stosach ofiarnych. Przechodzimy czyśćcowe męki, lecz jest to ból, któremu towarzyszy rozkosz, prawdziwie dionizyjska rozkosz. Tarzamy się w “ekstazie wulkanicznej”, wybuchając co chwila w spazmach rozkoszy i bólu. Jesteśmy wojownikami podczas krwawych wojen i biczownikami..

Nie ma co ukrywać, że jest to najbardziej widowiskowy etap terapii. Na naszych oczach dokonuje się oczyszczający rytuał śmierci ego. Wpływ tej fazy na życie dorosłe wyraża się w nieustającej potrzebie nowych wrażeń i stymulacji, sadomasochizmie, skatologii, męskim homoseksualizmie, obsesyjnej neurozie, astmie, napadach niepokoju, oziębłości i impotencji, neurastenii, migrenach i wielu innych zaburzeniach organicznych. Jej przepracowanie wydaje się kluczowym punktem każdej terapii, gdyż wyzwala najpotężniejszy ładunek energetyczny.

Jednakże, doświadczenie śmierci ego następuje dopiero w  pełni w następnej fazie. Gdy już przebrniemy przez kanał porodowy i wyjrzymy na zewnątrz, roztacza się przed nami zupełnie nowy wszechświat. Rządzi nim inny klimat, inna grawitacja i inne prawa. Rozstrzygający moment odcięcia pępowiny jest całkowitym unicestwieniem ego i objawieniem się nowej jednostki. Jakość tego doświadczenia uzależniona jest od  środowiska, w którym aranżowany jest poród. Zazwyczaj doznaje się wizji promiennego światła, wtórnej jedności ze światem. Prowadzimy biesiady na Olimpie, spotykamy się z Boginią Matką, spijamy nektar i ambrozję. Wszechobecne jest poczucie cudowności. Towarzyszą temu gesty zachwytu i oczarowania. Doznaje się “prometejskiej ekstazy”.  Śmierć ego może być jednak również odbierana jako wrzucenie w paszczę Molocha, zostanie złożonym w ofierze bogini Kali, czy też porzuconym w nieznanym świecie. Dlatego trauma przeżyta podczas tej ostatniej fazy może powodować mesjanistyczne uniesienia, manie, kobiecy homoseksualizm, czy ekshibicjonizm.

Doświadczenia związane z życiem płodowym i narodzinami potrafią odgrywać decydujący wpływ na to, jak żyjemy, czujemy i myślimy w dorosłym życiu. GROF idzie jednak jeszcze dalej i wyróżnia trzy kategorie doświadczeń transpersonalnych, czyli przekraczających nasze ograniczenia czasoprzestrzenne. Do pierwszej z nich należą doświadczenia, w których zachodzi zniesienie ograniczeń czasowych, czyli utożsamianie się z różnymi zwierzętami, czy też osobami zamieszkałymi w odległej przeszłości. Drugi typ doświadczeń transpersonalnych charakteryzuje się zniesieniem ograniczeń przestrzennych. Częste są tutaj doznania telepatyczne. Zdarzają się też takie doświadczenia, w których zniesione są ograniczenia czasowe i przestrzenne, a my wkraczamy w świat nie podlegający prawom fizyki. Identyfikujemy się z postaciami baśniowymi i mitologicznymi, doświadczamy archetypów jungowskich, napotykamy świat bóstw, demonów i półbogów.

Grof twierdzi, że potencjalnie potrafimy uzyskać informację o wszystkim, co działo się, dzieje się i będzie się dziać we wszechświecie. Wystarczy jedynie  podłączyć się pod odpowiednią falę. Istotą psychoterapii nie jest więc tylko pozbycie się neuroz i chorób psychosomatycznych, ale doprowadzenie do takiego kryzysu egzystencjalnego, który pozwoli na duchowe otwarcie. Tutaj Grof odchodzi daleko od psychiatrii, przywracając do łask świata nauki archaiczne sposoby zmieniania świadomości.

Ostatnim osiągnięciem Grofa jest opracowanie wraz z żoną Christiną w 1976 roku terapii oddychania holotropowego (holotropowe = ukierunkowane na całość), która prowadzi do takich samych skutków co poprzednie terapie, bez stosowania środków psychodelicznych. Oddychanie holotropowe łączy dynamiczny potencjał ludzkiego oddechu z kwadrofoniczną muzyką, pracą z ciałem i technikami ułatwiającymi integrację doświadczenia.

Oddychanie hootropowe jest terapią grupową. Osoby dobierają się w pary tak, by jedna poddawała się terapii, druga zaś jej towarzyszyła. Istotne jest nawiązanie bliskiego związku z osobą towarzyszącą. Dodatkowym wsparciem jest fakt, że podczas następnej sesji dokonuje się wymiana. Ten, kto poddawał się terapii asystuje temu, kto mu towarzyszył.

Po tej wstępnej aranżacji osoba , która ma oddychać, kładzie się plecami na macie i stara się zrelaksować. Gdy to już nastąpi, puszczana zostaje z głośników muzyka i rozpoczyna się głębokie, szybkie i rytmiczne oddychanie. Hiperwentylacji dokonuje się dopóty dopóki organizm da pierwsze oznaki, że podróż się zaczęła. Oddech działa jak radar, który naprowadza na kompleksy i istotne wspomnienia. Często podczas sesji doświadcza się bloków mięśniowo-energetycznych w ciele, które są siedliskiem kompleksów. Bloki te rozładowuje terapeuta, stawiając im opór naciskiem dłoni lub ciała. Sesja może trwać parę godzin. Muzyka zaś dostosowywana jest do sytuacji na sali. Zazwyczaj zaczyna się od łagodnego wprowadzenia, by potem zagęszczać nastrój, osiągać kulminację i spływać w dół relaksującym potokiem. Istotne jest, że dobiera się same dźwięki bez słów, które mogłyby nieść skojarzenia. Do tych celów wykorzystuje się zazwyczaj muzykę etniczną, poważną i elektroniczną.

Zakończenie zależy od tego, czy osoba uznała swój proces za skończony. Przechodzi się wówczas do prac integracyjnych, a więc malowania mandali. Poszukiwacze niezwykłych stanów świadomości przelewają na papier doświadczenia wewnętrzne, których nikt inny poza nimi zrozumieć nie może. Na tym właśnie polega czar umysłu ludzkiego oraz tajemnica pewnego czeskiego psychiatry, który postanowił otworzyć bramy nieświadomości.

Dariusz Misiuna
Tekst pierwotnie opublikowano w miesięczniku “Plastik” 1/1999

Share Button