Odrodzenie Magii 5. Magija seksualna Aleistera Crowleya

Jak powiada angielski malarz i okultysta, Austin Osman Spare, “w przyrodzie wszystko ze wszystkim cudzołoży”. A że człowiek, choć przez kulturę wychowany, zawdzięcza swój byt i predyspozycje naturze, nic więc dziwnego, że i w jego życiu seks odgrywa istotną rolę. Co więcej, można powiedzieć że to właśnie seks czyni z nas ludzi, albowiem w porównaniu z innymi zwierzętami człowiek kocha się nadzwyczaj często i w przeciwieństwie do innych zwierząt sztuka kochania pozwala mu na realizację celów znacznie wykraczających poza zwykłą reprodukcję.

Francuski filozof, Georges Bataille, nazywa tę specyficznie ludzką dyspozycję “erotyzmem”, od razu dodając że “erotyzm jest w istocie aktywnością seksualną człowieka, przeciwstawioną takiej że aktywności zwierzęcej. Nie każda forma ludzkiej seksualności ma charakter erotyczny, ale ma go zawsze, ilekroć nie jest zwyczajnie i po prostu zwierzęca”. W tym kontekście należy się słowo wyjaśnienia, gdyż to co w obiegowej opinii uchodzi za zwierzęcy wymiar seksu, nie jawi się tym samym dla Bataille’a i pokrewnych mu myślicieli. Ich definicja zwierzęcej seksualności jest w istocie bliska faktom natury, ponieważ uznają oni za seks zwierzęcy taki, którego celem jest reprodukcja gatunku. Popęd seksualny człowieka może być jednak równie dobrze nakierowany na czystą przyjemność, może też być wykorzystywany do celów religijnych i to właśnie odróżnia go od reszty świata zwierząt.

Co jednak sprawia, że człowiek, miast poszukiwać idealnego partnera do zapłodnienia, poddaje się nagłym porywom namiętności i to bynajmniej nie z myślą o potomstwie? Otóż, wg Bataille’a pcha go ku temu świadomość własnej skończoności, tego że jego życie kiedyś musi się skończyć. Jednostkowe “ja” tak bardzo boi się śmierci, że szuka unieśmiertelnienia w drugiej osobie, w partnerze seksualnym. Przy czym nie chodzi tu o uwiecznienie się w swoich potomkach, skoro wiadomo że i oni urodzą się z wyrokiem śmierci. Rzecz tyczy chwilowego unieśmiertelnienia się poprzez roztopienie się w drugiej osobie podczas orgazmu. W tej jednej chwili cały świat nagle znika, a wraz z nim znika jednostkowa świadomość, która staje się częścią większej całości. To dlatego Francuzi nazywają orgazm “małą śmiercią”.Przytaczanie tu myśli Bataille’a w kontekście naszych zainteresowań nie jest wcale bezcelowe, albowiem wg tego francuskiego filozofa okultyzm, tak jak i inne praktyki religijno-magiczne, wywodzi się z chęci okiełzania energii seksualnej, która stanowi zagrożenie dla ładu społecznego zorganizowanego wokół pracy. Erotyzm oznacza wydatkowanie energii, podczas gdy praca wymaga jej jak największego gromadzenia. W tym celu, ogranicza się jego zasięg, tworząc rozmaite tabu, które mogą być łamane tylko w zakresie wyznaczanym przez rytuał. Taką funkcję pełniły pierwotnie święta, podczas których normalny porządek rzeczy ulegał chwilowemu odwróceniu. Podczas świąt uwalniane były nadwyżki energetyczne, które w innych sytuacjach wiązane byłyby z przemocą.

Niestety, wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa zdesakralizowano te formy religijne, które odnosiły się do seksu i przemocy. Proces ten jeszcze bardziej pogłębił się w XVIII wieku, kiedy to wraz z nastaniem epoki Oświecenia, zaprowadzono rządy rozumu nad tym, co irracjonalne, chaotyczne, w tym między innymi nad seksualnością. To zaś, co w dawnych kulturach uznawano za “seks sakralny” zyskało miano dewiacji i rzeczywiście taką też postać przyjęło. Stale tłumiona energia seksualna, która nie mogła wybrać innych dróg ujścia poza jedyną dozwoloną pozycją w ramach seksu małżeńskiego, od czasu do czasu wybuchała z gwałtowną siłą, przyjmując postać szalonych wizji religijnych. Kiedy zaś i te uznano za niepożądane, proces jej degeneracji osiągnął jeszcze wyższy stopień, czego wynikiem były rozmaite perwersje, choroby psychiczne i akty przemocy na świecie. I jakkolwiek by deterministycznie nie brzmiała ta teoria, wyjaśnia ona wiele zagadek świata współczesnego, takich jak choćby gwałtowne rozpowszechnienie się przemocy.

Tajemnica Szafirowej Gwiazdy

W świetle powyższej teorii renesans magii w XX wieku można uznać za próbę odtworzenia przestrzeni rytualnej, w ramach której możliwe są działania, gdzie indziej uważane za szalone i niebezpieczne. Jest to w istocie powrót do archaicznych technik ekstazy, które wraz z nastaniem ery chrześcijańskiej uznano za niepożądane i szkodliwe. Niektóre z tych technik przechowywane były w rozmaitych sektach gnostyckich. Większość z nich zachowała się na Wschodzie. I z tych właśnie dwóch tradycji: gnostycyzmu i religii Orientu mieli korzystać okultyści, którzy pod koniec XIX i na początku XX wieku tworzyli podwaliny nowoczesnego okultyzmu.

Niebagatelną rolę w tym procesie odegrał zakon Ordo Templi Orientis, którego ezoteryczne nauki zmierzały do resakralizacji seksu, czyli do ponownego nadania mu wymiaru duchowego. Od samego początku swego istnienia system wtajemniczeń O.T.O obejmował dwa rodzaje nauk. Pierwsze z nich, powstałe zapewne z inspiracji Theodora Reussa, dotyczyły pracy z symbolami. Składały się na nie rozmaite ryty masońskie i różokrzyżowe. Drugie, importowane ze Wschodu przez Carla Kellnera, dotyczyły magii seksualnej, uznawanej za “największą tajemnicę zakonu”. Jak się szybko okazało, tajemnicę tę trudno było utrzymać, gdyż na jej trop już w 1912 roku wpadł świeżo upieczony adept O.T.O, Aleister Crowley.

Według wszelkich prawdopodobieństw, Crowley zawarł ją w dziele p.t. Księga Kłamstw, które zawierało opis rytuału “Szafirowej Gwiazdy”. Dokładny tekst tego rytuału znaleźć można w przetłumaczonej przeze mnie Magiji w teorii i praktyce. Stanowił on crowleyowski odpowiednik klasycznego rytuału heksagramu, przywołującego bądź odpędzającego siły makrokosmiczne. W tym jednak przypadku jego symbolika miała charakter wyraźnie seksualny. Rozpoczynały go słowa: “Niechaj Adept uzbroi się w magiczną różdżkę i wyposaży w mistyczną różę”, które w języku symboli informowały, że mag ma przygotować siebie i swoją partnerkę do odbycia stosunku seksualnego. Na początku rytuału adept miał wykonać serię gestów magicznych, odpowiadających tajemnej formule L.V.X. – N.O.X (światła-nocy, jin-jang, Sziwy-Siakti). Po nich następowało kreślenie heksagramów w czterech kierunkach świata, po czym adept wracał do środka kręgu, gdzie wykonywał “znak różokrzyża”. Czym był ów znak różokrzyża, tego rytuał nie precyzował. Wykonywać go mieli jedynie ci adepci, którzy byli weń wtajemniczeni, najprawdopodobniej przez samego Crowleya. Dziś jednak jego tajemnica wydaje się łatwa do rozszyfrowania. Różokrzyż to wyrażona w języku symboli pozycja zjednoczenia męskich i kobiecych genitaliów. Innymi słowy, punkt kulminacyjny rytuału “Szafirowej Gwiazdy” obejmował stosunek płciowy.

Nie byłoby w tej formule może nic szczególnego, wszak rytualny stosunek płciowy uprawiano nie tylko w hinduskim kulcie Sziwy i Siakti, lecz i w działającym na Zachodzie w XIX wieku Hermetycznym Bractwie Światła, tyle że zaraz po jego zakończeniu, rytuał nakazywał by adept przywołał boga Seta, który miał zjawić się w kręgu, “napić się sakramentu i udzielić nim komunii”. Ten właśnie krótki ustęp sprawił, że w 1912 roku ówczesny przywódca O.T.O, Theodore Reuss oskarżył Crowleya o ujawnienie najpilniej strzeżonej tajemnicy jego zakonu. A dotyczyła ona ni mniej ni więcej tylko magicznej mocy męskich i kobiecych płynów seksualnych. Sakrament, o którym tu mowa, składał się z nasienia i wydzieliny z pochwy, którą należało najpierw poświęcić bogu Setowi, potem zaś spożyć.Z tajemnych instrukcji Zakonu Templariuszy Wschodu, które w latach siedemdziesiątych ujawnił angielski historyk okultyzmu, Francis King, wcale nie wynika, że w zakonie tym ów seksualny sakrament składano w ofierze Setowi. Pozostaje jednak bezspornym faktem, że taką funkcję nadał mu Crowley. W egipskiej mitologii Set pełnił rolę boga-niszczyciela, zabójcy Ozyrysa – antropomorficznego boga wegetacji. Był także “Panem Górnego Egiptu”, którego przyjęli za swego jedynego boga semiccy najeźdźcy podczas okupacji delty Nilu. Być może, zbieżność tych dwóch faktów sprawiła, że po wygnaniu najeźdźców ze swego terytorium Egipcjanie nadali Setowi demoniczne oblicze. Z upływem czasu stał się on Szaitanem, czyli znanym nam dobrze z chrześcijańskiego mitu Szatanem. Dodatkowego posmaczku całej tej sprawie nadaje fakt, że zgodnie z teriomorficznym charakterem większości bóstw egipskich, Set posiadał wygląd psa. Tymczasem, w objawionej Crowleyowi w 1904 roku Księdze Prawa pojawiało się mało zrozumiałe pytanie: Is it a God living in a dog?(“Czyż Bóg ma mieszkać w psie?”) I chociaż Księga Prawa odpowiadała na nie przecząco, nie rozwiązywało to zagadki wiążącej się z tą dziwną kwestią. Niektórzy interpretatorzy Crowleya, jak choćby znany w Polsce z trylogii Iluminatus, Robert Anton Wilson, odnoszą ten dziwny fragment Księgi Prawa do współczesnych mitów ufologicznych związanych z Syriuszem. Było nie było, Syriusz nazywany jest “psią gwiazdą”, a jego “podwójność” może łączyć go z bogiem Setem, uznawanym czasami za “mrocznego bliźniaka” Horusa, czyli w crowleyowskiej mitologii patrona nowej ery i jego religii, telemy. Wydaje się jednak, że jest to daleko posunięta nadinterpretacja myśli Crowleya, który sam odnosił ten fragment Księgi Prawa do prostej konstatacji, że boskość można osiągnąć tylko poprzez wyzbycie się zwierzęcości, a więc uniezależnienie się od warunków swego otoczenia.

Czemu jednak rytuał “Szafirowej Gwiazdy” nakazywał ofiarowywanie kobiecych i męskich fluidów seksualnych właśnie temu bogowi? Kenneth Grant z Tyfonicznego Ordo Templi Orientis sugeruje, że mogła to być ofiara z ego, ponieważ jego zdaniem Set jest Panem Inicjacji obejmującej unicestwienie ego, które w micie egipskim przyjmuje postać Ozyrysa. Tyle że w schemacie kabalistycznego Drzewa Życia Ozyrys, podobnie jak inni bogowie związani z kultem ofiarniczym (Adonis, Attis, Chrystus) plasuje się na poziomie sefiry tiferet. Ta zaś na pewno nie odpowiada “ego”, tylko temu co je przekracza, czyli “jaźni”. Można więc powiedzieć, że składana Setowi ofiara z nasienia i lubricatio jest ofiarą z “siebie samego”, z tego co w każdym człowieku jest najcenniejsze, z iskierki światła, który każdy z nas nosi w sobie (tiferet jest źródłem światła słonecznego). Dlaczego jednak składa się tę ofiarę, nadal pozostaje to tajemnicą.

Liber Agape, czyli Księga Miłości

Rytuał “Szafirowej Gwiazdy” czynił z seksu klucz do zrozumienia tajemnic magii, klucz, który otworzył przed Crowleyem drzwi do najwyższych zaszczytów w Zakonie Templariuszy Wschodu. W ciągu następnych kilku lat Crowley stał się niekwestionowanym przywódcą tego zakonu, a w 1922 roku, po śmierci Theodora Reussa, mógł to przywództwo potwierdzić oficjalnym tytułem. Sam trzon ezoterycznych nauk O.T.O stanowiły instrukcje, które Crowley napisał w latach 1913-14. Niektóre z nich, odnoszące się do VII i VIII stopnia O.T.O (a więc do panseksualizmu i magii masturbacyjnej) omówiliśmy w poprzednim artykule z tego cyklu. Najważniejszym jednak traktatem na temat magii seksualnej była Liber Agape, czyli “Księga Świętego Graala, w której jest mowa o winie spożywanym podczas sabatu adeptów”.

Liber Agape stanowiła tajemną instrukcję dla IX stopnia wtajemniczeń O.T.O. Cechował ją patetyczny, naszpikowany symboliką alchemiczną styl. W księdze tej, pod płaszczykiem rozważań o Jezusie Chrystusie i Trójcy Świętej, wykładane były podstawy magii seksualnej zakonu. W rzeczywistości, powtarzała ona zawartą we wcześniejszych instrukcjach O.T.O tezę o zasadniczej, seksualnej strukturze wszechświata. Crowley powiadał że u podstaw wszelkiego istnienia znajduje się akt płciowy. Tak więc, jak ludzie zawdzięczają swoje życie tylko miłości, tak też i bogowie stale kopulują, by świat mógł nadal istnieć. Rozważania te bliskie były tantryzmowi, ponieważ towarzyszyła im myśl, że świat cechuje zasadnicza jedność przeciwieństw, jedność, która ma charakter seksualny.

Crowley przestrzegał przed zbyt dosłownym rozumieniem symboli religijnych: “Uważaj, mój drogi braciszku, byś nie popadł w tarapaty rozmyślając nad tą Jednią. Albowiem pierwsza zasada zwykle pojawia się w różnych, przeciwstawnych formach. Mamy więc Ojca i Matkę, występujących pod różnymi postaciami. Dziś męskość przeciwstawiana jest kobiecości, choć w Tym Co Najwyższe nie ma podziału”. I tak punkt i okrąg, lingam i joni, róża i krzyż, jin i jang, iglica i nawa w rzeczywistości tworzą jedność, chociaż na pozór zdają się być rozdzielone. Ta sama prawda dotyczy trzech najistotniejszych par przeciwieństw: Boga i człowieka w Bogoczłowieku, podmiotu i przedmiotu w stanie samadhi oraz kobiecości i męskości w ludzkości. Parom tym, jak twierdzi Crowley, towarzyszy jednak zawsze trzeci element, bez którego żaden symbol nie może być pełen.

Tę troistość każdego symbolu dobrze wyraża symbol Trójcy Świętej, która dla Crowleya jest po prostu fallusem-pankreatorem, “stwarzającym wszystko członkiem”. W trójcy tej Ojciec to penis w erekcji, Syn to nasienie – produkt Jego działalności i nośnik Jego koncepcji, Duch zaś to zygota – idea w poczęciu (zjednoczenie tego, co męskie i żeńskie). Każdy z nich, w oderwaniu od pozostałych, jest niekompletny i tylko razem tworzą całość, która podtrzymuje świat przy istnieniu. Podobnie triadyczną formułę zachowują święte słowa różnych systemów inicjacyjnych: aryjskie AUM, gnostyckie IAO, chińskie TAO, różokrzyżowe INR, czy też wreszcie O.T.O – skrót od nazwy Ordo Templi Orientis. Nakreślony w ten sposób wizerunek świata tworzy z niego system fallocentryczny, w którym niewiele miejsca pozostaje dla kobiety. Naraża to Crowleya i jego epigonów na liczne oskarżenia o męski szowinizm, czy też nawet krypto-homoseksualizm (co jest ulubioną tezą lansowaną przez niemieckiego historyka okultyzmu, Petera Koeniga).

Kobieta, w systemie magicznym O.T.O pełni jednak bardzo istotną funkcję. Jest bowiem Siakti – partnerką maga, bez której żadna naprawdę istotna operacja magiczna nie mogła by się udać. I chociaż w kosmicznym porządku fallusa jej miejsce znajduje się dopiero na poziomie Ducha, gdzie łączy się w zygocie z “męską ideą”, to jednak bez niej nie jest możliwe poczęcie, zwieńczenie owej idei, a więc i samo życie.

W crowleyowskich rozważaniach na temat magii seksualnej bardzo widoczne są sprzeczności charakteryzujące jego myśl. Z jednej bowiem strony, Księga Prawa wyznaczała mu rolę Bestii – niszczyciela starego porządku świata, który mógł zbudować nowy ład tylko przy pomocy Szkarłatnej Kobiety, Babalon. Z drugiej jednak strony, na kształt ideowy Zakonu Templariuszy Wschodu składały się dziewiętnastowieczne doktryny różokrzyżowe i masońskie, które nie dopuszczały kobiet do najwyższych wtajemniczeń. Crowley musiał tę sprzeczność jakoś rozwiązać, a jedyne wyjście z tej sytuacji widział w stworzeniu systemu fallocentrycznego, w którym kobieta, jakkolwiek niezbędna w dziele tworzenia i niszczenia, była tylko dopełnieniem mężczyzny. Należy przy tym pamiętać, że zręby ideowe crowleyowskiej magiji seksualnej powstawały w czasie, kiedy kobiety dopiero co walczyły o prawa wyborcze, a religia była postrzegana jako oręż zaprowadzania ojcowskiej woli.

Księga Prawa i tajemne instrukcje O.T.O umiejscawiały kobietę w zupełnie innym porządku makro- i mikrokosmicznym. I choć nadal była ona fantazmatem mężczyzny, produktem jego niespełnionych fantazji, nie sposób nie dostrzec znacznie szerszej sfery swobód, jakie mogła w ramach tych fantazji realizować. W obiegowej opinii przyjęło się traktować tantryczne systemy hinduizmu i buddyzmu jako miejsca, w których w sposób idealny realizowane jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Wystarczy jednak wnikliwie przeczytać teksty niektórych tantr, by zauważyć że i one przedstawiają świat zwykle z męskiej perspektywy. Siakti rzadko kiedy jest stroną dominującą, albowiem zgodnie z tradycją kobieta jest partnerką mężczyzny, a nie na odwrót. Nie będzie przesadą twierdzenie, że Crowley znajdował się pod dużym wpływem tantryzmu, a jego system magiji seksualnej w dużej mierze z niego korzystał. Było jednak coś, co w znacznym stopniu odróżniało jego magiję seksualną od tantryzmu. Tym czymś była wiara w magiczną moc sakramentu złożonego z męskich i kobiecych płynów seksualnych.

Liber Agape oraz komentujący ją traktat De Arte Magica zawierały szczegółowe wskazówki dotyczące “produkcji i spożywania” tego sakramentu. Przestrzegały też, że praktyka ta jest zastrzeżona dla osób, które przeszły długi i mozolny trening magiczny, w ramach którego opanowały wszelkie swoje słabości i nauczyły się pracować nad energiami. Samą operację magiji seksualnej miał poprzedzać celibat, traktowany tu jako powstrzymywanie się od takiej aktywności seksualnej, która nie jest poświęcona celom duchowym. W istocie, tę formę “seksualnej czystości” musieli zachowywać wszyscy członkowie zakonu, którzy wraz z wtajemniczeniem na VII stopień O.T.O poznali arkana magiji seksualnej.

Operację należało wykonywać w kręgu magicznym, a towarzyszyć jej miała stała myśl o celu, który jej przyświeca. Na siedem godzin przed jej rozpoczęciem adept rozpoczynał modły do Boga Troistego, którym w tym wypadku był zapewne fallus, bądź to pod postacią figurki religijnej, bądź też w bardziej prozaicznej, organicznej formie. Musiał też powstrzymywać się od obżarstwa i przynajmniej na trzy godziny przed samą operacją nic nie jeść. Ten krótki post nie obejmował wszakże wina i “ciasteczek światła”, które wolno mu było zażywać do woli przed rytuałem.

Po takich przygotowaniach mag wkraczał do kręgu ubrany zwykle w fioletową szatę, gdzie przez równo godzinę kochał się ze swoją partnerką, powtarzając cały czas następująco brzmiący “Hymn do Wenus”:

Tu Venus orta mari venias tu filia Patris,

Exaudi penis carmina blanda, precor,

Ne sit culpa nates nobis futuisse viriles,

Sed caleat cunnus semper amore meo.

Im dłużej trwał stosunek, tym szybciej i rytmiczniej miała przebiegać inkantacja. Wieńczył ją orgazm, który Księga Miłości nazywała “Ofiarą Mszy”. Po zakończonym stosunku, kochankowie spożywali powstałą w wyniku tej operacji mieszaninę męskich i kobiecych płynów płciowych, co też mieli czynić z wielką uwagą, albowiem jak głosiła instrukcja: “Eliksir jest ziarnem życia. Z tej oto racji, choć jest on najpotężniejszą, najbardziej błyskotliwą rzeczą, jaka istnieje w całym Wszechświecie, samą Zjawą Naszego Boga-Słońca, jest on także najdelikatniejszą i najwrażliwszą spośród wszystkich rzeczy”.

Subtelności dotyczące tego rytuału nie ograniczały się tylko do kwestii “sakramentu”. Crowley najwyraźniej przeżywał poważne rozterki związane z chęcią włączenia do tego rytuału praktyk nieco odchodzących od normalnego seksu. I tak, pierwsze wyzwanie wiązało się z homoseksualizmem, który sam uważał za wyższą (sic!) formę magiji seksualnej. Z tej właśnie racji praktykom homoseksualnym poświęcił XI stopień O.T.O. Co się zaś tyczy praktyk związanych z IX stopniem wtajemniczenia, postanowił że mogą one dotyczyć stosunków z partnerem tej samej płci, pod warunkiem że jest to mężczyzna. Łączyło się to zapewne z jego wiarą w wyższość męskich fluidów seksualnych nad kobiecymi, które uważał za same w sobie bezużyteczne. Podobnie przychylną opinię wydał odprawianiu rytuału magiji seksualnej podczas menstruacji, powołując się tutaj na samych alchemików, którzy wyznawali wyższość “czerwonej tynktury” nad “białą”. Twierdzenia ich przyjmował jednak tylko na wiarę, ponieważ jak sam pisał w traktacie De Arte Magica “nikt ich jak dotąd nie udowodnił”. Może to oznaczać, że do 1914 roku, czyli do chwili spisania tej instrukcji, Crowley nie wykazywał zainteresowania tą formą magiji seksualnej. Czyżby zadziałał tu strach przed “krwawiącymi kobietami”, tak dobrze znany nam z opisu kultur pierwotnych i utrwalany w wielu religiach?

Homunkulus, czyli przepis na magiczne dziecko

Nasze pobieżne omówienie zasad magiji seksualnej praktykowanej przez Zakon Templariuszy Wschodu i jego przywódcę byłoby jednak niekompletne, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na pewne krótkie, choć bardzo interesujące dziełko traktujące “O homunkulusie”. Traktat “De Homunculo” powstał w 1914 roku, a jego przedmiotem był opis praktyk mających na celu stworzenie sztucznego człowieka, czyli tzw. “magicznego dziecka”. Ta niezwykła idea, antycypująca nowoczesne bio-technologie, pojawiła się po raz pierwszy na początku naszej ery, kiedy to pewien pisarz chrześcijański oskarżył gnostyckiego mędrca, Szymona Maga o stworzenie takiej istoty przy pomocy instrumentu przypominającego stosowane w medycynie bańki. Szymon Mag miał złapać do takiej bańki ducha zmarłego chłopca, po czym przemienić go kolejno w: powietrze, wodę, krew i ciało. Najbardziej szczegółowy opis produkcji homunkulusa przedstawił jednak słynny lekarz i alchemik, Paracelsus. Obejmował on włożenie nasienia ludzkiego do zapieczętowanej retorty, którą należało umieścić w gorącym, fermentującym nawozie końskim na okres czterdziestu dni. Po upływie tego czasu w retorcie powinien wykształcić się ludzki embrion, który trzeba było odżywiać ludzką krwią przez kolejne czterdzieści dni. Dopiero po tym okresie embrion miał przekształcić się w dziecko, które na zewnątrz niczym się nie różniło od innych dzieci.

Crowley, oczywiście, znał te wszystkie legendy, chociaż wątpliwe jest by dawał im wiarę. Zależało mu bardziej na stworzeniu czegoś, co “chociaż nie będzie prawdziwym homunkulusem, to jednak pełnić będzie przypisywane mu funkcje”. W tym celu powstał traktat “O homunkulusie”, który był drugą po Liber Agape instrukcją obowiązującą inicjowanych na IX stopień w O.T.O.

Otwierał go rozdział poświęcony naturze homunkulusa. Można się było z niego dowiedzieć, że: “Homunkulus jest to żywa istota wyglądająca jak człowiek i posiadająca te same cechy, które odróżniają człowieka od zwierzęcia, czyli intelekt i mowę. Tym niemniej, ani jego sposób poczęcia ani narodziny nie przypominają tego, co dzieje się z człowiekiem, albowiem nie zamieszkuje go dusza ludzka”.

Następnie, Crowley przechodził do omówienia doktryny reinkarnacyjnej, której zrozumienie było niezbędne dla owocnego przeprowadzenia operacji mającej na celu stworzenie homunkulusa. Wynikało z niej że dopiero mniej więcej w trzecim miesiącu ciąży płód nabywa duszę, która jest wypadkową dwóch czynników: karmy i przeznaczenia. O ile jednak crowleyowskie rozumienie karmy praktycznie nie różniło się od swej klasycznej, hinduistycznej wykładni, o tyle dość wyjątkowe było jego rozumienie przeznaczenia. Crowley odnosił się do niego jako do pewnej “naturalnej tendencji”, która istnieje w człowieku i jest przez niego dziedziczona. Można więc powiedzieć, że ta naturalna tendencja oznaczała pewne dziedzictwo genetyczne, które dopiero w połączeniu z karmą, czyli dziedzictwem duchowym, składało się na całokształt człowieka. Jak twierdził Crowley, w przypadku złego dopasowania tych dwóch czynników, ciąża mogła zakończyć się poronieniem, narodzinami martwego płodu, czy też “narodzinami idioty”. Ten ostatni przypadek zdarzał się wtedy, gdy płód brała we władanie jakaś głupia, nieludzka istota, bądź też duch człowieka o niezwykłej karmie.

Wynikały z tego daleko idące konsekwencje. Wystarczyło bowiem powstrzymać ludzkie ego przed wcieleniem się w płód i wprowadzić weń jakiegoś żywiolaka lub ducha planetarnego, by przyszły noworodek mógł służyć celom wyznaczonym przez maga. Wiązało się to jednak z pewnymi kłopotami. Operacja ta mogła udać się tylko wtedy, gdy odpędzane przez maga ego nie posiadało zbyt wielkiej siły duchowej. W innym przypadku, wszelkie wysiłki zdawały się daremne. Po drugie, mag musiał uważać, jaką istotę pragnie inkarnować w ludzkim ciele, tak by jej charakter nie kłócił się z cechami dziedzicznymi tego ciała. Istota o wątłej posturze nie nadawała się przecież do inkarnacji ducha marsowego, podobnie jak dziecko szpetnych rodziców nie mogło służyć za pojazd ducha Wenus. Po rozważeniu tych wszystkich kwestii można było przejść do operacji magicznej.

Sama operacja generowania homunkulusa składała się z trzech faz. Pierwsza z nich obejmowała stosunek seksualny, którego celem było spłodzenie magicznego dziecka. W tym celu, mag musiał dobrać takich partnerów seksualnych, którzy pod względem astrologicznym sprzyjali by spłodzeniu istoty o pożądanej przez niego naturze. Jeśli więc cechą przyszłego homunkulusa miała by być dobroczynność, partnerzy ci powinni mieć w swoich horoskopach Jowisza wznoszącego się w znaku Ryb, dobrze zaspektowanego ze Słońcem, Wenus i Księżycem. Podobnie, świątynia, gdzie odbywał się ów akt magicznej kopulacji, musiała być wystrojona w symbole odpowiadające naturze ducha, który miał inkarnować się w ludzkim ciele. Wszystko powinno być zaaranżowane w taki sposób, by przypominać partnerom seksualnym o celu ich operacji.

Po zakończonym stosunku, kobietę zabierano do specjalnie przygotowanego w tym celu miejsca, które powinno znajdować się gdzieś z dala od ludzi po to, by przypadkiem nie zabłąkała się do niego jakaś dusza ludzka szukająca nowego ciała do wcielenia. Kobietę umieszczano w wielkim kręgu magicznym, którego nie wolno jej było opuszczać. Mag musiał pamiętać o tym, by pięć do siedmiu razy dziennie wykonywać w tym kręgu rytuał odpędzenia wszystkich sefir, ze szczególnym uwzględnieniem sefiry keter. Kobieta zaś przez cały ten czas rozmyślała nad naturą swej operacji oraz obrazem ducha, który miał wcielić się w noszony przez nią płód. Pomagał jej w tym wystrój świątyni, palone kadzidła oraz książki – wszystkie poświęcone temu jednemu duchowi. Na dodatek, dwa razy dziennie mag wykonywał ewokację danego ducha, umieszczając przyszłą matkę w trójkącie magicznym (raz podczas jej snu, raz podczas jawy). Gdy zaś już zbliżał się czas rozwiązania, powinien zadbać o to, by poród odbył się w czasie harmonizującym z celem operacji.

W ten sposób narodzone dziecko musiało być poświęcone, oczyszczone i konsekrowane zgodnie z formułą planety, żywiołu i znaku wcielonej w niego istoty. Mogło wtedy spełniać funkcje, do jakich zostało przez maga wyznaczone. A tym samym stanowiło spełnienie wiecznego snu o boskości, jaki nawiedzał ludzkość od najdawniejszych czasów. Marzenie to nie obce było samemu Crowleyowi, czemu dał wyraz w napisanej w 1917 roku powieści pt. Moonchild (Księżycowe Dziecko). Moonchild jest opowieścią o walce dwóch bractw, dobrych i złych magów, których celem jest przeciągnięcie na swoją stronę dziewczyny mającej być matką dla magicznego dziecka. Historia ta, jakkolwiek sfabularyzowana, w wielu miejscach oparta jest na autentycznych faktach. Występują w niej bohaterowie mający swe odpowiedniki w postaciach związanych z biografią Crowleya. Sama też wojna magów odnosi się do autentycznego faktu historycznego. Nie wiadomo jednak na ile autentyczny, na ile zaś fikcyjny jest sam opis operacji “księżycowe dziecko”, której celem było stworzenie homunkulusa. Tą kwestią zajmiemy się w następnym odcinku naszego cyklu poświęconym Szkarłatnym Kobietom w życiu Crowleya.

Dariusz Misiuna

Share Button