Odrodzenie Magii 6. Antychryst, seks i kosmici

W “Objawieniu św. Jana”, tej najposępniejszej i najbardziej malowniczej świętej księdze chrześcijan, nazywanej potocznie Apokalipsą, znajduje się opis nadejścia Antychrysta, który wyłoni się pod koniec dziejów i pogrąży ludzkość we krwi i płomieniach. Zanim do tego dojdzie, pojawią się na Ziemi inne istoty, które przyszykują grunt pod jego nadejście. Będą to fałszywi prorocy religijni, siejący materializm, zwątpienie i rozprzężenie seksualne. Poprowadzi ich Bestia, której liczbą jest 666, dosiadana przez kobietę odzianą w purpurę i szkarłat, trzymającą “w ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu”. Rozegra się wtedy wielka bitwa między siłami Bestii a tymi, którzy staną po stronie Chrystusa, krwawa bitwa zakończona rzecz jasna zwycięstwem sił dobra i powtórnym nadejściem Zbawiciela.

Na pozór nie ma w tej wizji nic, czego nie znalibyśmy z telewizji i mitów kultury masowej. Ot, jeszcze jeden western, w którym ścierają się “dobrzy i źli faceci”, zwieńczony happy endem w postaci zwycięstwa dobrego szeryfa. A jednak, Apokalipsa to coś więcej niż tylko jeszcze jedna klisza wyświetlonych rojeń ludzkich o wiecznej bitwie między dobrem i złem. To księga prorocka, plastyczna wizja “tego, co ma nadejść”, zawierająca złożoną strukturę symboli, których nie da się dosłownie odczytać. Albowiem przy głębszym odczytaniu okazuje się, że liczba 666 w języku hebrajskim odpowiada słowu “Mesjasz”, co czyni z apokaliptycznej Bestii partnera Chrystusa w dziele Zbawienia. Aż chce się zacytować znanego trójmiejskiego poetę: “Orgazm to do siebie ma, nie ma dobra ani zła”. Być może więc jeden z ukrytych w Apokalipsie przekazów powiada, że trzeba wyjść poza dobro i zło, żeby osiągnąć wyzwolenie. Nie należy się wszakże łudzić, że wujek Nietzsche inspirował się wizją biblijną. Jedno jest pewne, z wszystkiego można odczytać to, co się chce.

Tymczasem, Apokalipsa to również wizja prorocza zapowiadająca kres dziejów, wizja, która według wielu spełnia się w naszych czasach. Oto bowiem rozpada nam się świat porządku i harmonii, ta stara struktura, którą w dawnych czasach nazywano kosmosem, a w miejsce ładu pojawiają się różnorodne przebłyski chaosu i żaden z nich nie króluje nad innymi. Jest również zapowiadany materializm i hedonizm, brakuje wszakże Antychrysta i jego zastępów, choć nie jest to wcale takie pewne, ponieważ złowieszcze widmo zaczyna krążyć po świecie przybierając kształt Niezidentyfikowanych Obiektów Latających.

Codziennie, w wielu punktach na świecie, notowane są kolejne doniesienia o inwazji kosmitów na Ziemię. Domorośli obserwatorzy i bogu ducha winni ludzie zauważają ślady obecności obcych, czasem w postaci latających spodków, innym razem w postaci przebłysków i zaburzeń atmosferycznych. Są również tacy, którzy co jakiś czas porywani są przez szarych humanoidów, którzy w odróżnieniu od miłych zielonych ludzików z bajek i podań ludowych, nie są wcale mili i poddają ich okrutnym eksperymentom. Niezależnie od tego, co by się o tych zeznaniach sądziło, faktem jest, że setki tysięcy ludzi na Ziemi doznało obecności “obcych istot na Ziemi”. Pozostaje tylko nie rozstrzygnięte, kim są ci “obcy”.

Robert Anton Wilson proponuje kilka możliwości:

a) Pierwsza z nich zakłada, że “obcymi” mogą być nasi potomkowie, którzy za kilkaset lat rozwiną na tyle technologię, by móc się przemieszczać w czasie. Wygląd “kosmitów” sugeruje duże prawdopodobieństwo tego rozwiązania. Przypominają oni ludzi, choć są znacznie mniejsi, chudsi i obdarzeni nieproporcjonalnie wielkim głowami. Naukowcy są zgodni, co do tego, że w przyszłości mniej więcej tak będą wyglądać ludzie.

b) W drugą hipotezę wierzą ci, którzy “mieli kontakt z UFO” oraz wyznawcy różnych kultów ufologicznych. Powiada ona, że “obcy” są przybyszami z kosmosu, którzy przylecieli bądź powrócili na Ziemię w dobrych lub złych celach. Istoty te są wyżej od nas cywilizowane i pochodzą z odległych planet, wśród których najczęściej wymienianą jest Syriusz.

c) Jest również możliwe, że “obcy” wcale nie są na tej Ziemi tacy obcy, lecz zamieszkują ją na równi z nami. Są oni dla nas niewidzialni i tylko czasami przejawiają się nam w widzialnej formie. W dawnych czasach nazywano ich aniołami, demonami, żywiolakami, “zielonymi ludzikami”.

d) Ostatnia hipoteza powiada, że “obcy” to nieznane części naszego systemu nerwowego, które pojawiają nam się w chwilach zwiększonych napięć nerwowych. Ku tej możliwości skłaniał się Karl Gustaw Jung, który twierdził, że UFO to znak naszych czasów pełnych napięć i chaosu.

Pozostaje wszak jeszcze jedna możliwość, powiadająca że UFO nie wzięło się znikąd, lecz zostało sprowadzone na Ziemię w wyniku działań okultystycznych. W hipotezie tej splata się motyw apokaliptyczny z wątkiem ufologicznym. Mowa tu o Operacji Babalon, którą na początku 1946 roku przeprowadzili Jack Parsons, L. Ron Hubbard i Marjorie Cameron. To działanie magiczne miało na celu spłodzenie Antychrysta i choć w tym przypadku jego uczestnicy wykazali brak diabelskiego nasienia, to jednak tuż po nim zaczęły pojawiać się na niebie Niezidentyfikowane Obiekty Latające.

Główny pomysłodawca tego rytuału, John Whiteside (Jack) Parsons, w życiu zawodowym zajmował się fizyką doświadczalną i należał do najwybitniejszych na świecie specjalistów od paliwa rakietowego. Jego zasługi dla nauki były na tyle nieocenione, że dla ich upamiętnienia jego nazwiskiem nazwano krater na księżycu. Parsons był szczęśliwcem. Urodził się w bogatej rodzinie. Obdarzony był niezwykłym talentem i urodą, która przyciągała do niego liczne kobiety. W młodym wieku zatrudniono go w Jet Propulsion Laboratory, najbardziej prestiżowym i najlepiej wyposażonym amerykańskim laboratorium badawczym. Był cenionym naukowcem i szczęśliwym małżonkiem. Na dodatek, po śmierci ojca otrzymał spadek w postaci olbrzymiego domu w kalifornijskim mieście Pasadena.

Tyle że Parsons prowadził podwójne życie. A swoje natchnienie do pracy naukowej czerpał z magii. Jak pisze angielski badacz okultyzmu, Michael Staley, “Parsons nawiązał związki z O.T.O. i A.’.A.’. w grudniu 1938 roku podczas wizyty w kalifornijskiej loży O.T.O, zwanej Lożą Agape. Do tej świątyni zabrał go jeden z kolegów z pracy. W tym czasie Loża Agape urządzała cotygodniowe pokazy crowleyowskiej Mszy Gnostyckiej, traktując je zarówno jako rodzaj sakramentu jak i sposób na rekrutację nowych członków. Lożę tę założył w połowie lat dwudziestych uciekinier z Anglii, Wilfred T. Smith, który przez wiele lat utrzymywał kontakt z kanadyjskim uczniem Crowleya, Charlesem Stansfieldem Jonesem i był przez samego Crowleya bardzo ceniony. Niedługo jednak trwał ten stan, gdyż z biegiem czasu amerykańska loża O.T.O przestała się rozwijać, co było nie po myśli Crowleya, który obwiniał Smitha za powstałą stagnację”. Nie będzie zatem przesadą powiedzieć, że zanim jeszcze w 1939 roku Parsons wraz ze swoją żoną Helen przystąpili do Loży Agape, stosunki między Crowleyem a Smithem uległy wyraźnemu ochłodzeniu.

Wieść o nowym uczniu w USA dość szybko dobiegła do Crowleya. Parsons był pomysłowy i rzutki, a jego posiadłość szybko została przerobiona na świątynię magiczną zakonu. Dzięki bujnemu życiu towarzyskiemu i wpływom jakie posiadał w kalifornijskim światku artystycznym, do amerykańskiej loży O.T.O nagle zaczęli wstępować nowi, utalentowani członkowie. Niemałym rozgłosem cieszyły się tez jego operacje na tzw. planie astralnym. Wszystko to wywierało na Crowleyu duże wrażenie. Nic więc dziwnego, że ów przebiegły mędrzec szybko powziął zamiar uczynienia z Parsonsa głównej postaci amerykańskiego O.T.O.

W tym celu posłużył się podstępem i wykorzystując naiwność Smitha, napisał do niego list, w którym zalecał mu udanie się na “emeryturę magiczną” i zrzeczenie się szefostwa na rzecz Parsonsa. List zatytułowany był “Czy Smith jest Bogiem?”. Crowley pisał w nim, że Smith nie jest człowiekiem, lecz wcieleniem pewnego bóstwa. Musi zatem udać się na odosobnienie magiczne, by w samotności rozwijać swoją boskość. Po takim wstępie, Smith ochoczo ustąpił ze swego stanowiska i dzięki temu Crowley pozbył się swego niemrawego acz rozpustnego namiestnika, który w tym czasie zdołał już uwieść żonę Parsonsa.

Na skutek tych machinacji Parsons objął we władanie kalifornijską lożę O.T.O i mógł przystąpić do realizacji swoich planów magicznych. Uregulował też swoje życie osobiste, biorąc sobie za partnerkę siostrę swej żony, Betty, której przyrzekł, że może oddawać się miłości z każdym, z kim zechce. Odtąd całe życie Parsonsa podporządkowane było przygotowaniom do rytuału, którego celem było spłodzenie Antychrysta z łona kobiety. Rytuał ten, którego bardziej wyrafinowaną formę zawiera tajemna instrukcja O.T.O dla stopnia IX, Parsons wyczytał z jednej z ksiąg Crowley, powieści pt. Księżycowe Dziecko. Lektura tego dzieła tak mocno nim wstrząsnęła, że poprzysiągł sobie odnaleźć odpowiedniego asystenta, który by kontrolował moce wyzwolone podczas tej praktyki oraz partnerki, Szkarłatnej Kobiety, z którą mógłby spłodzić Bestię. Asystenta wybrał spośród licznych artystów odwiedzających jego dom. Został nim młody, nieznany pisarz science-fiction, L. Ron Hubbard.

Obaj panowie przeprowadzili w dniach od 4 do 15 stycznia 1946 roku skomplikowany rytuał inkantacji, w trakcie którego Parsons przywoływał demoniczne moce Babalon – Wielkiej Nierządnicy Babilonu, a Hubbard spisywał pojawiające się zjawiska. Pierwsze dni nie wskazywały na nic, co mogłoby świadczyć o obecności mocy ponadzmysłowych. Rozpętała się jedynie burza, przez którą w domu Parsonsa wysiadła elektryczność. Lecz dnia 14 stycznia, kiedy już obu ogarnęło zwątpienie, nagle zaczęły pojawiać się dziwne znaki. Niespodziewanie i znienacka coś pchnęło Hubbarda w prawe ramię, wytrącając mu świecę z ręki. Przerażony obecnością obcej mocy przywołał Parsonsa, a wtedy obaj ujrzeli dwumetrową smugę światła barwy żółtobrązowej. Parsons skierował ku niej swój magiczny miecz i smuga zniknęła, lecz ręka Hubbarda pozostała sparaliżowana do następnego dnia. Dla Parsonsa był to znak nawiązania kontaktu z magicznymi mocami kosmosu.

Następne dni przyniosły dalsze oznaki obecności sił magicznych niewiadomego pochodzenia. Hubbard doznał wizji dawnego wroga Parsonsa, który pragnął zakłócić ich działania przy pomocy czarnej magii. Obaj dżentelmeni uporali się z tym kłopotem, lecz atmosfera stawała się napięta, ponieważ Hubbard uwiódł obecną kochankę Parsonsa, siostrę jego żony. Jack Parsons potrzebował w tej sytuacji samotności, więc udał się na pustynię przywoływać moce bogini Babalon, stanowiącej w crowleyowskiej mitologii odpowiednik apokaliptycznej Wielkiej Nierządnicy Babilonu. W ciągu tych kilku dni spędzonych na pustyni otrzymał przekaz Księgi Babalon, która miała stanowić proroctwo nadejścia Antychrysta. Według tej księgi pełnej bluźnierczych, złowieszczych zaklęć i proroctw, Antychryst miał zstąpić z odległych kosmicznych krain w ciało Szkarłatnej Kobiety, nierządnej i wolnej od trosk. Intelektem i wymową miał przypominać człowieka, lecz jego wnętrze miało zawierać w sobie tajemne, ponadludzkie moce. Według Parsons, spłodzenie Antychrysta było koniecznym warunkiem dla zaistnienia nowej ery, która miała położyć kres chrześcijaństwu. Skoro bowiem dzieje chrześcijaństwa liczy się od narodzin Chrystusa, nic nie przerwie biegu jego dziejów, jak tylko narodziny Anty-Chrystusa.

Parsons nie musiał długo czekać na pojawienie się Szkarłatnej Kobiety. Po powrocie do Pasadeny, zastał przed swoimi drzwiami ponętną, młodą dziewczynę, o rudych włosach i błyszczącym spojrzeniu. Nazywała się Marjorie Cameron i była aktorką z awangardowego teatru. Cameron nie dość, że była piękna i odważna, to na dodatek gotowa była oddać się wyczerpującym rytuałom seksualnym. Parsons pisał w liście do Crowleya: “Mam swojego żywiolaka! …Tak jak powinna, posiada rude włosy i skośne, zielone oczy”. Jego guru nie był jednak najwyraźniej zadowolony. Pisał do przywódcy O.T.O w Ameryce, Karla Germera: “Najwyraźniej Parsons… i ktoś jeszcze chce spłodzić “księżycowe dziecko”. Dostaję białej gorączki, gdy myślę o idiotyzmie tych prostaków”.

Tymczasem, Parsons i jego współpracownicy zabrali się do dzieła. Hubbard założył białą szatę i wziął w ręce lampę. Natomiast, Parsons ubrany w czarny, zakapturzony strój z pucharem i sztyletem wznosił inwokacje do Babalon. Dla odpowiedniego nastroju obaj magowie postanowili włączyć mroczną muzykę Prokofiewa i Rachmaninowa.

Kulminacyjny moment rytuału nastąpił dnia trzeciego, kiedy to Pasons w spazmach rozkoszy odprawił wielki rytuał sprowadzenia Antychrysta. Rytuał ten odbył się w dymie kadzideł i magicznym kręgu, a jego podstawowym instrumentem była Marjorie Cameron. W miłosnym krzyku i uniesieniu, magiczni kochankowie dokonali cudu na ziemi. Przynajmniej tak im się wydawało. Marjorie poczuła w sobie embrion Antychrysta.

Parsons nie mógł otrząsnąć się z radości. Pisał do swego mistrza radosne listy, zwiastujące nadejście Bestii, lecz miesiące mijały, a dziecko nadal się nie rodziło. W tej sytuacji sam przyjął ślubowanie Antychrysta i w manifeście pt. Księga Antychrysta ogłosił się apokaliptyczną Bestią nowej ery. Jest to na tyle krótkie, a ciekawe dziełko, że warto je tutaj przytoczyć w całości:

Manifest Antychrysta

Czyń swoją wolę niechaj będzie całym Prawem.

Ja, BELARION, ANTYCHRYST, w 1949 roku panowania na Ziemi Czarnego Bractwa nazywanego chrześcijaństwem, ogłaszam swój manifest dla wszystkich ludzi, by ogłosić co następuje:

Koniec kłamstw, oszustw i obłudy chrześcijaństwa. Koniec panowania cnót służalczych i zabobonnych ograniczeń. Koniec moralności niewolników. Koniec pruderii i wstydu, poczucia winy i grzechu, albowiem wszystko to są to tylko pokłosia jedynego złą na Ziemi, jakim jest strach.

Koniec z wszelkimi autorytetami, które nie opierają się na odwadze i męstwie, z władzą kłamliwych księży, sprzedajnych sędziów, oszczerczej policji, a także

Koniec z podlizywaniem się motłochowi, popieraniem miernoty i wynoszeniem na piedestał głupców.

Koniec z ograniczeniami i zakazami, albowiem obalam je ja, Antychryst, głosząc wam Słowo BESTII 666, które brzmi: “Nie ma innego prawa poza Czyń swoją wolę”.

A zatem ja, BELARION, ANTYCHRYST, podnoszę swój głos i wypowiadam proroctwo:

Przyniosę wszystkim ludziom prawo BESTII 666, którym podbiję świat.

A w ciągu siedmiu lat od tego czasu pojawi się wśród was BABALON, SZKARŁATNA KOBIETA HILARION i dopełni mego dzieła.

A wtedy skończą się rządy przymusu, zakazów, fałszywego prawa i w ciągu dziewięciu lat Ameryka jako pierwsza przyjmie prawo BESTII 666. A wszyscy, którzy zaakceptują mnie jako ANTYCHRYSTA i przyswoją sobie prawo BESTII 666, napełnią się radością przewyższającą tysiąckrotnie udawane radostki fałszywych świętych. I w moim imieniu dokonywać będą cudów i wprawiać w zakłopotanie naszych wrogów tak że żaden z nich się nie ostanie.

Dlatego też ja, ANTYCHRYST, przyzywam tu wszystkich wybranych spośród ludzi, by przybyli tu w imię wolności i położyli kres tyranii Czarnych Braci.

Poświadczam to swoją ręką i pieczęcią […] dnia miesiąca […] 1949 roku, który jest 4066 rokiem BABALON.

Miłość jest prawem, miłość podług woli.

Belarion, Antychryst

 

Mimo tak podniosłych słów, godnych przyszłych rewolucjonistów spod sztandarów kontrkultury, Jack Parsons nie był w stanie dopełnić swego dzieła. Widać, frustracje życiowe nie sprzyjały jego misji. Jego najbliższy współpracownik, L. Ron Hubbard wyłudził od niego wszystkie pieniądze i uciekł z jego kochanką, Betty, przez co Antychryst musiał żyć w ubóstwie, zadawalając się jedynie wciąż mocną pozycją naukową. Lecz wkrótce i ona legła w gruzach, kiedy we wrześniu 1950 przestał pracować dla firmy lotniczej w związku z pewną aferą szpiegowską. A jednak życie zgotowało mu jeszcze bardziej okrutny los. Gdy latem 1952 roku przeprowadzał się wraz z Marjorie do chatki wynajętej w Meksyku, planując stworzenie tam nowego zakonu magicznego, upuścił fiolkę z materiałem wybuchowym i wysadził się w powietrze. Niektórzy widzieli w tym smutnym wydarzeniu spisek członków niechętnej Parsonsowi sekty scjentologicznej. Inni doszukiwali się w jego gwałtownej śmierci znamion popędu destrukcji, który był w nim tak silnie obecny. Tak, czy inaczej, Jack Parsons zmarł śmiercią niezwykłą, jak na człowieka, który całe swe dorosłe życie spędził w laboratorium. Taki był los czarnoksiężnika, któremu diabeł skręcił kark.

Pozostali uczestnicy Operacji Babalon żyli długo i szczęśliwie. Marjorie Cameron grała w licznych filmach i sztukach awangardowych. Wystąpiła między innymi w słynnym filmie Kennetha Angera z 1954 roku, “Inauguration of the Pleasure Dome”, gdzie zagrała rolę Szkarłatnej Kobiety, partnerki Apokaliptycznej Bestii 666. Nic więc dziwnego, że Anger zadedykował ten film Crowleyowi. Dodatkowego posmaczku całej historii nadaje fakt, że Cameron zagrała w nim również rolę bogini Kali, ciemnej, gwałtownej i krwiożerczej partnerki hinduistycznego boga-niszczyciela, Sziwy. I do końca życia pozostała hollywoodzką femme fatale, mroczną, pociągającą stroną tego imperium zmysłów.

Bardziej komercyjną karierę zrobił asystent Parsonsa, L. Ron Hubbard. Przeszedł do historii jako założyciel i guru Kościoła Scjentologii, najprężniej rozwijającego się oraz najbardziej atakowanego przez mass media nowego ruchu religijnego. Hubbard opracował własny system psychologiczny, nazywany dianetyką, a czerpiący liczne techniki psychoterapeutyczne z psychoanalizy, buddyzmu tybetańskiego i magii Crowleya.

Czy zatem rytuał sprowadzenia Antychrysta zakończył się niepowodzeniem? Niekoniecznie. Niektórzy znawcy okultyzmu twierdzą, że na skutek operacji Babalon powstała w kosmosie luka, przez którą zaczęły przybywać na ziemię Niezidentyfikowane Obiekty Latające. Nie wiadomo, ile w tym prawdy, choć jakaś nowa jakość na pewno pojawiła się w tamtych czasach. Być może była to furtka w wyobraźni, albo też dawne demony przyjęły postać “obcych”. Faktem jest, że UFO naprawdę zaczęło pojawiać się dopiero po 1946 roku, a jednym z pierwszych świadków jego obecności była Marjorie Cameron.

Dariusz Misiuna

Share Button