Trzy zasady metafizyki społecznej chaosu

PRZEKAZ

XX wiek często przedstawiany jest jako okres rozpadu i deprawacji wszelkich wartości znajdujących się w kanonie etyki uniwersalnej. Mówi się o nim jako o oceanie wad, grzechu i splamienia, w zależności od tradycji, która wysuwa te oskarżenia. I rzeczywiście – holocaust, ogólna nędza krajów trzeciego świata przy jednoczesnej obfitości czerpiących z nich soki krajów Zachodu, kataklizmy ekologiczne sprowokowane przez imperializm technologicznej wszechobecności – wszystko wskazuje na to, że czas, w którym przyszło nam żyć, nie sprzyja kontemplacji spokoju i kryształowej transformacji. Żyjemy w Żelaznym Wieku – Kali Judze, jak “Dzieci” pana Boga wygnane z raju.

Jednakże, gdy umysł nasz opuszczą choć na chwilę brudy związane ze sprzecznymi pojęciami i prze-sądami, pojawia się światełko, które zapładnia nas myślą, że coś jest nie w porządku z tą koncepcją wieku głupoty i zniszczenia. Pojawia się mądrość podstawy, mądrość przekazu płynąca nieustannie od zrealizowanych istot, które są niczym więcej jak manifestacjami pierwotnego Chaosu, nieociosanego kloca (w terminologii taoistycznej). Oto objawia nam się, że skoro, jak twierdzą Hindusi, Kali Juga trwa dopiero 5 tysięcy lat, a przed nami jeszcze ładne 427 tysięcy, to nie należy rozpaczać, czy tam moralizować, lecz wziąć się za PRZEMIANĘ MATERII, począwszy od przewartościowania wszystkich wartości, co postulował już Nietzsche (a chyba i nie on pierwszy, bo w tradycjach sufickich i tantrycznych transformacja stanowiła podstawę powrotu do esencji pierwotnego umysłu, do której faktycznie się nie wracało, bo też nie można wracać do czegoś immanentnego naszej naturze). O PIĘKNA CZARNA BOGINI wyzywa nas swą gniewną formą, abyśmy realizowali naszą wężową energię. Ten rzygający krwią czteroręki potwór dobrze wie czego nam potrzeba. Skoro zaś trafienie do świata ludzi dokonuje się w następstwie karmicznego ładunku przywiązania, jasne się staje, że jedyną metodą na wyprowadzenie nas ze stanu tej niekorzystnej równowagi, jest uwodzenie.

Nie tylko Kali uwodzi w Żelaznym Wieku. Po drugiej stronie oceanu rozpościera się schludne królestwo – IMPERIUM WIELOGŁOWEGO LEWIATANA Babilon dni ostatnich. Czas w Babilonie odlicza wielki zegar Prawa i Porządku. Opowiastki o rozpustnym mieście Babilon możemy sprzedać na pchlim targu. Dziś zaludnili go biurokraci i handlarze wolnym czasem, fanatycy przyszłości i wyznawcy Prawa – zajmujący miejsca w przesuwającej się konfiguracji Spektaklu.

Lewiatan nie jest czymś złym; podobnie, jak nie można tego powiedzieć o Kali. Oboje są przejawem tej samej natury, należy jednak pamiętać słowa przekazane przez Wajroczanę:


Natura zjawisk jest niedualna,
Ale każde z nich, w swym własnym stanie,
Znajduje się poza ograniczeniami umysłu


co pozwala nam myśleć o nich w kategoriach czystej energii napędzającej świat zjawiskowy. A gdy już przerobiliśmy temat Kali, wężowej natury i Spektaklu, warto się przyjrzeć temu, jak to się ma do metafizyki społecznej chaosu. Czym zatem jest CHAOS?

W skrypcie magii chaosu Illuminati of Thanateros przeczytać możemy, że “chaos jest tą siłą, która komplikuje wszechświat, kreując struktury nie wynikające z jego poszczególnych części. To on wyzwala życie spod sterty prochu, przejawiając się najdobitniej w ludzkiej sile życiowej (pomyśl o swojej Kundalini – raz jeszcze! – D.M), w KIA, gdzie jest żródłem świadomości”. Przy takim spojrzeniu na chaos, które jak dotąd najdobitniej podbija świat fizyki, możliwa się staje metafizyka społeczna jego manifestacji w życiu codziennym. Stosunek Kia do Chaosu nie jest taki jak Atmana do Brahmana, części nie da się sprowadzić do całości. Pozwala to na ominięcie pułapki monoteizmu, siatki na głodne dusze, wykorzystywanej przez Spektakl do dewastacji ich środowiska naturalnego, do neutralizacji ich dogorywającej siły życiowej. Choć wszystko jest jednym, Spektakl przekłamuje różnicującą manifestację Chaosu – neutralizuje nasze Kia.

Metafizyka społeczna Chaosu jest więc zbiorem lużnych ideek, nie pretendujących do miana teorii, lecz rozkwitających dzięki sieci wytwarzanych za ich pośrednictwem, koincydencji. Jest to mądrość osiągania samoświadomości, a dzięki temu rozwijania świadomości całości (bodhiczitty w terminologii buddyjskiej), czego domaga się harmonia wszechświata oparta na adekwatności makrokosmosu i mikrokosmosu. Skoro zaś Chaos jest pierwotnym żródłem, z którego wytryska świadomość, oznacza to, że jej osiągnięcie będzie powrotem do stanu pierwotnego, z którego wszystko się wynurza. Droga (tao) ku temu wiedzie wyboista – to dlatego Kali rzyga krwią, a szyje jej spowija naszyjnik z trupich czaszek. To czaszki naszej ignorancji, naszych fałszywych namiętności, które nie potrafimy przetworzyć w mądrości pierwotnego stanu. W “Tao-Te-Ching” jest napisane:


Bądź świadom męskiej siły natury,
lecz przeciwieństwo w sobie daj kobiecie


Warto więc zrozumieć, że Kali Juga, w której przyszło nam żyć, daje nam możliwość realizacji naszej siły życiowej za pośrednictwem tego, co stanowi tak wybrzydzany przez moralistów nieodłączny aspekt jej manifestacji – zmysłowości, politeizmu i anarchii. Jeżeli zrozumiemy, że te trzy przejawy stanowią jedno, wielce przybliżymy się do stanu nieśmiertelności i wolności.

W historii mieliśmy do czynienia z wieloma przypadkami istot zrealizowanych na swej drodze, a chociaż “buddów jest tylu, ile gwiazd na niebie” dane nam jest tylko wypowiadać się na temat tych, którzy zrealizowali się w tym, jak dotąd jedynym, z dostępnych nam światów. Chaos ma swoich awatarów. Pewnie nie raz ich spotkaliście na swojej drodze. Do ich szeregów zaliczają się mistycy i heretycy Islamu, Lao-Tsy, Czuang-Tsy, Lie-Tsy, Garab Dordże, Budda Siakjamuni i Padmasambhawa. Nie narzekamy na ich brak również i w tym z najgorszych wieków. Ślady Aleistera Crowleya, Antonina Artauda i Austina Osmana Spare’ a nasączone są jednak krwią Kali. Słuchaj ich słów, korzystając z ich wibracji w codziennej praktyce. Wyprostuj swoją Kundalini, a odnajdziesz się na ścieżce.
ŚCIEŻKA

Szlachetna tradycja Dzogczen obdarza nas potężnym tekstem “Sześć Wersów Wadżry”, którego drugą część warto teraz zacytować:


Nie ma koncepcji, która byłaby w stanie
Opisać stan “taki jaki jest”,
Lecz mimo to wizja manifestuje się: wszystko jest dobre


Gdy Wajroczana mówi o stanie “takim jaki jest”, ma na myśli dokładnie to samo, co my, praktykujący tantryczną anarchię, kiedy mówimy o Chaosie. Większość pomyłek pochodzi ze słów, które budują pojęcia, zapominając, że “mapa to nie terytorium”. Na całe szczęście wiele tradycji pamięta o tym, a my możemy z tego korzystać. Istnieje opowieść o tym, jak Budda spotkał nad rzeką jogina praktykującego sztuczki magiczne. “Nad czym pracujesz?”, zapytał go Budda. “Od czterdziestu lat praktykuję wyrzeczenie po to, by móc stąpać po wodzie”, odrzekł z dumą jogin. W istocie, był on wielkim ignorantem. Budda powiedział mu: “To głupio marnować tak życie, skoro posiadasz łodzie, które mogą zawieżć cię na drugi brzeg”. Cały problem w tym, że większość ludzi, tak jak ten jogin, zajmuje się budowaniem perspektyw w miejsce realizacji swojego potencjału. Kiedy osiągnie się zrozumienie, że “każda kobieta i każdy mężczyzna jest gwiazdą”, ma się wstęp wolny na ścieżkę. Rozumienie bowiem nie wystarcza do pełnej realizacji, jeśli nie idzie za tym doświadczenie.

W opracowaniach na temat magii, których teraz tak wiele zalewa rynek, wypełniając szczelinę przeznaczoną dla żywotnej energii Kia (co stanowi jeszcze jeden trick Spektaklu, wychwytującego wszelkie przejawy życia, wampiryzującego je i przemieniającego w swoje przeciwieństwa), zazwyczaj stosuje się podział na: ścieżkę lewej ręki i ścieżkę prawej ręki, czarną magię i białą magię, lecz wszystko to są tylko pojęcia obciążone ideologicznymi implikacjami, a nam nie potrzeba słów, nam potrzeba czynów (jak rzekł mawiać Mao Tse Tung, czy ktoś jemu podobny).

Aby łatwiej zrozumieć istotę drogi, istotę Chaosu z którego wynurzają się porządki, można stosować różne techniki, z których dwie tutaj przytoczę. Przyjrzyj się wpierw sobie, na ile uwarunkowany jesteś od tego, co nazywasz rzeczywistością, a co w istocie jest tylko rzeczywistością sensoryczną (czy też stadno-społeczną, jak twierdzi prof. Timothy Leary – jeden z poufnych konfidentów Chaosu) wpisaną w Spektakl stwarzanej przez psychiczne wampiry nadrzeczywistości. Następnie poddaj się całościowemu procesowi deprogramowania, odpowiednio dopasowanemu do twojej sytuacji (Natura i Kultura obdarzyły nas wieloma sposobami przełamywania własnych uwarunkowań: mogą to być techniki ciała Sufich, medytacje z różnych tradycji buddyjskich, praktyki “orgiastyczne” Ordo Templi Orientis, czy też dryfowanie i psychogeografia z rewolucyjnej szkoły sytuacjonistów). Pamiętaj, że deprogramowanie musi być permanentne, jeśli ma prowadzić do konkretnych procesów (słowo “proces” lepiej wyraża to, co zazwyczaj uznaje się za “rezultat”). Temu służy w magii chaosu praktyka polegająca na zmienianiu z tygodnia na tydzień swoich przekonań i praktyk religijnych. Inny sposób osiągnięcia tego samego zastosował onegdaj pierwszy rewolucyjny lingwista, prof. Korzybski. Postanowił on przez rok nie mówić o sobie w perspektywie “JA”, lecz z punktu widzenia kogoś innego. Oba sposoby pozwalają na dość szybkie zdystansowanie się wobec czaru słów, co pomaga w praktyce.

Jeżeli jednak nie widzisz różnic między sobą a Chaosem, wiedząc że w praktyce jesteście tym samym, nie musisz codziennie wygrzewać poduszki medytacyjnej ani robić z siebie wariata wobec innych ludzi, albowiem twoja droga jest drogą Chaosu. Istnieje wielu ignorantów, którym się wydaje, że wystarczy wypowiedzieć jakąś magiczną formułkę, aby stał się cud, a z nieba nadeszło objawienie. Wyznawcy ruchu Hare Kryszna wierzą, że poprzez samo powtarzanie mantry “Hare Kryszna” dane im jest osiągnąć w ciągu 10 000 lat zbawienie. Katolicy wierzą zaś w uzdrawiającą moc spowiedzi, tak jakby wystarczyło pójść do psychoanalityka, by pozbyć się wszelkich problemów. Dla wiernych proponuję specjalne konsultacje: “za jedyne 10 000 dolarów zbawienie w ciągu 10 000 lat – psychoanalityk oferuje drogę do nieba”.

Bardzo rzadko się zdarza, by ktoś osiągnął Satori, obrywając butem od swego mistrza. Tak samo, nie każdy jest Newtonem siedzącym pod jabłonią. Oświecenie nie jest czymś, co nastepuje w określonej chwili. Satori dzieje się przez cały czas, lecz żeby je osiągnąć, trzeba najpierw umrzeć. Albowiem satori dokonuje przewrotu tożsamego z sytuacjonistyczną idejką Rewolucji Życia Codziennego. Innymi słowy, gdy raz wyprostujesz swoją Kundalini, wchodzisz w stan orgazmu permanentnego, z którego nie potrzeba wychodzić. Jest on pusty i przejrzysty, tak że możemy w nim spocząć.

Metafizyka społeczna Chaosu nie byłaby tym czym jest, gdyby jednak nie różniła się trochę w metodzie w porównaniu z innymi idejkami. Już sam fakt łączenia aspektu metafizycznego ze społecznym aspektem manifestacji wszechświata wystawia na próbę wszelkie rewolucyjne i religijne IZMy. Każdy IZM zapewnia sobie trwałość, dzięki zamykaniu się na pewne aspekty rzeczywistości. Wystarczy przyjrzeć się temu, co się dzieje z “kontrkulturą”, ażeby uzmysłowić sobie, ile ograniczeń wynika ze stawiania sobie barier poznawczych. Czasami prowadzi to do poważnych psychoz, kiedy to rozmowa na pewne tematy jest z góry obwarowana wartościowaniem. Pod tym względem, fundamentaliści materialistyczni i spirytualistyczni, ortodoksi wszelkiej maści nie różnią się między sobą.
ADEPT CHAOSU NIE STAWIA SOBIE OGRANICZEŃ, ALBOWIEM ORĘŻEM JEGO JEST TRANSGRESJA. NA SZYJI ZWISA MU NASZYJNIK Z TRUPICH CZASZEK IGNORANCJI, A JEGO DŁUGIE PAZNOKCIE GOTOWE SĄ W KAŻDEJ CHWILI ROZDRAPAĆ JAKIEKOLWIEK TABU MANIFESTUJĄCE SIĘ W DANEJ CHWILI. POSTAWA OTWARCIA NA WSZYSTKO STANOWI PRZEJAW JEGO ŚWIADOMOŚCI, JEGO KIA.
Wszelkie przejawy z ośmiu poziomów rzeczywistości traktuje z jednakową uwagą, której podporę stanowią afirmacja i krytyka. To one pomagają mu w transformacji tego, co martwe, w żywe i pulsujące światłem, tego, co potencjalne, w to, co aktualne.

Opowiem wam teraz przypowiastkę o zbawieniu z Sufich wziętą:
Pewien człowiek, który praktykował wiele lat w szkołach mądrości, w końcu zmarł i znalazł się przed Wrotami Wieczności. Objawił mu się anioł światła i rzekł : “Nie idż dalej, O śmiertelny, jeśli nie udowodnisz mi , że wartyś jest wejścia do Raju!”. Lecz człowiek ten odpowiedział: “Ej, chwileczkę. Najpierw to ty mi udowodnij, że tu jest “prawdziwe niebo” , a nie jakaś upragniona fantazja mojego pomieszanego umysłu zmierzającego ku śmierci?”. I zanim anioł zdążył odpowiedzieć, głos zza bramy krzyknął: “Wpuścić go – to jeden z nas !”.

W istocie ten Sufi był adeptem Chaosu, chćby nawet o tym nie wiedział. Taka jest kwintesencja wszelkich technik tantrycznej anarchii, jest ono ściółką z której wyrasta krytyczna afirmacja. Dlatego ci, którzy odnajdują się na ścieżce Chaosu, wiedzą że anarchia jest jego przejawem społecznym, a że jedno i drugie zharmonizowane ze sobą tworzą ład i szczęście.

W “Tao Te Ching” jest napisane: “Powrót jest zaczynem Drogi”. Albowiem z Chaosu powstajemy, w Chaosie jesteśmy i ku Chaosowi podążamy. Jest to nieuchronne. Nie trzeba stawiać sobie jakiejś teleologicznej wizji, ku której się podążą. Jak już mówiłem, droga nie prowadzi do jakiegoś konkretnego celu, a kto szuka satori, ten go nie znajdzie. Droga nie ma początku ani końca, tak jak i chaos jest nieskończony. Kto raz wejdzie w stan orgazmu permanentnego, ten z niego nie wychodzi, bowiem nie ma dokąd iść dalej.

Wąskie uliczki Amsterdamu tętnią życiem handlarzy i złodzieji. W undergroundowym pubie u squattersów spotykam Ruuda Phaffa – oniryczną postać wyjętą niczym z powieści Brechta. Phaff siedzi wciśnięty w kąt sali zdala od zgiełku i chichotów. Pali papierosa za papierosem, a dym spowija strzępy jego myśli spisane na karteluszkach. Jestem w podróży. Ciągle wracam, ale nie do tego samego miejsca. Phaff jest rewolucjonistą; skarży się na narcystyczną filozofię działania miejscowych squattersów. Odnajdujemy wspólny język. Jestem jego bratem z Polski, którą niegdyś zdążył poznać, paląc opium w warszawskiej Rivierze. Drepczemy po ciemnych uliczkach Amsterdamu, które od czasu do czasu rozświetlają czerwone latarnie i wystawy z żywym towarem. Wreszcie przybijamy do utajonej kryjówki, w której mieści się knajpa rosyjskiej mafii. W oparach haszyszu Phaff opowiada mi o cytrze – instrumencie swego życia. To jego kochanka, której dżwięki doprowadzają go do ekstazy. Rosjanie z Turkami rozmawiają o przemycie broni. Dwóch nowoprzybyłych podejrzewa się o szpiclowanie. Tworzy się niebezpieczna aura. Stłumione dotąd głosy zaczynaja wrzeć. O piątej rano przybywa policja po paru swoich znajomych, ale mnie tam nie ma. Kali jest okrutna, ale i opiekuńcza. Kto idzie drogą Chaosu, ten rozumie jej naturę, a gdy już osiągnie się zrozumienie i podejmie praktykę, wystarczy zintegrować ją z codziennym życiem, ażeby wydany został owoc, a wtedy zniknie dualistyczne postrzeganie i wszystko będzie się przejawiać jako manifestacja energii.

A propos Drogi, warto pamiętać praktyczna radę, jaką niesie wiersz stworzony przez Macieja Rucińskiego z formacji TOTART (“martwa sztuka” = “sztuka totalna”, sic! ):
Wybierając się do Itaki, należy pamiętać,
że Droga jest najważniejsza, bo Itaka,
cóż, Itaka może cię rozczarować
.

OWOC

Kiedy już się zrozumiało, że całe dualistyczne postrzeganie jest wytworem naszych namiętności na poziomie relatywnym i że w istocie, na poziomie absolutnym, nie ma nic do zmieniania (wu wei = w taoizmie filozofia nie-działania ), albowiem wszystko jest ważne i doskonałe samo w sobie, wtedy staje się oczywiste i przejrzyste jak kropla deszczu, że każdy z nas jest gwiazdą, każdy z nas jest Buddą. Należy pielęgnować ten stan, spoczywać w nim, oddając sie kontemplacji. Kontemplacja mylona jest często z narcyzmem i oniryczną wędrówką w krainę własnego ego – nie ma nic bardziej fałszywego! Jak mawiają nauki, kontemplacja jest stanem bez prze-sądów, który ja, na własny użytek, nazywam krytyczną afirmacją. Tak zwane “godzenie się z własnym losem” ma tyle wspólnego z kontemplacją, co ględzenie trockistów na łamach “Tygodnika Antyrządowego” z autentyczną Rewolucją Życia Codziennego. Prawdziwy Przebudzony śmieje się z autorytetów doczesności, a jego śmiech spazmem rozrywa skamieliny Spektaklu. Oto jest prawdziwe satori, oto orgazm permanentny będący podstawą Rewolucji Życia Codziennego. Awatarowie Chaosu walczą śmiechem, wykorzystują zmysłową, politeistyczną i anarchiczną naturę Wieku Kali do realizacji ideału Bodhisattwy. Jest to wielce dalekie od “pogodzenia się z własnym losem”, albowiem zrealizowana istota kieruje się własną Wolą, której świadoma manifestacja – Kia – tożsama jest z wolą wszechświata, wolą Chaosu. A ten, któremu namiętności przesłaniają obraz prawdziwej natury rzeczy uwarunkowany jest przyczynami i skutkami. Akceptacja własnego losu jest akceptacją tego, co narzucane jest mu z zewnątrz, tego, co stanowi wyziewy Spektaklu. Każdy, jednakże, obdarzony jest wyborem.

Zrozumienie i praktyka nie wystarczają do realizacji własnej istoty, własnego Kia. “Jeśli wszedłeś na Drogę, Stajesz się Drogą, Jeśli pracujesz dla Cnoty, Dana ci jest Cnota. Jeśli pominiesz jedną, stracisz obie”. Dlatego ważna jest stała uważność, której nie da się osiągnąć jedynie poprzez praktykę świadomego śnienia, medytacji, tańca czy dryfowania. Buddyści przyjmują ślubowanie Bodhiczitty, które ma ich uchronić przed popadaniem w narcyzm i egocentryzm na Drodze. Są różne sposoby osiągania świadomości i przebijania się przez zasłonę namiętności. Ślubowanie nie wydaje się być najlepszym wyjściem, bo jest niczym kaganiec zakładany psu po to, żeby nie gryzł. Czy każdemu jest potrzebny kaganiec? Wystarczy być świadomym iluzoryczności Spektaklu, fałszywości narzucanych nam z zewnątrz pragnień, a osiągnie się stan przebudzenia, realizacji swoich prawdziwych pragnień. Kundalini przebije wszelkie bloki i ograniczenia.

Proces samorealizacji jest alchemicznym dziełem osiągania samoświadomości, która jest jednią z Chaosem. Jedynie nieliczni dopełniają go bez konieczności złożenia ofiar. Gdy mówi się o mordach rytualnych, całopaleniach itd. jest to przykład emanacji sadomasochistycznej psyche, która ucieka się do substytutów, by zachować status quo swojej niewiedzy i bezradności. Prawdziwa ofiara polega na czymś innym. Coś umiera, ażeby mogło powstać coś nowego. Na Drodze realizacji tracimy wszelkie złudzenia, co nieraz bywa bolesne, a obserwatorom z zewnątrz wydaje się, że za bardzo się męczymy. Lecz to w istocie oni są męczennikami codzienności wystawionymi na żer socjo-politycznych machlojek. Droga Chaosu jest Drogą zerwania z konserwacją swojego dotychczasowego stanu. Na drodze tej odkrywa się niespotykaną dotychczas rozkosz przeżywania wszystkiego “naprawdę”, a każdy ból przemienia się w słodycz, którą można dowolnie kierować. Tak opisuje to trzecia część “Sześciu Wersów Wadżry”:


Wszystko już zostało osiągnięte i dlatego
po przezwyciężeniu choroby wysiłku
praktykujący znajduje się w stanie doskonałości
samej w sobie: to jest kontemplacja

Kali Juga jest tylko pojęciem, które nazywa zespół cech charakterystycznych dla naszych czasów na poziomie relatywnym. Adept Chaosu jest tantrycznym anarchistą, bowiem anarchię przeciwstawia rzeczywistości Spektaklu. Spektakl, będący najwyższą transformacją rzeczywistości wyalienowanej za pośrednictwem środków kapitalistycznych, wielce przeszkadza w realizowaniu potencjału ludzkich możliwości. Trudno osiągnąć satori, szczęście, stan ogólnej afirmacji w systemie, który wszelkie przejawy życia zamyka w klatce swojej niemożności. Ten system (Spektakl, Babilon, czy też Symulacja) jest psychicznym wampirem, który syci się energią życiową ludzi, dając im w zamian namiętności, których nie mogą zrealizować. Dlatego oświecony adept Chaosu jest “poza”, tworząc wolną strefę, nie objętą wpływami Spektaklu. Im więcej nas jest, tym bardziej ta wolna strefa uciskać będzie niczym guz rzeczywistość Spektaklu. Zwyciężymy – to pewne!

TAK BĘDZIE ZAPISANE – TAK NIECHAJ SIĘ STANIE!

Tekst przekazany został w stanie zjednoczenia THC z DNA, a dokończony trzeciego dnia, podczas święta Buddy w Roku Wodnej Małpy

Transmisja: Darius Magus Anarchos 23*=69*

This article was EXCLUSIVELY written for Revue HORUS

Dariusz Misiuna

Share Button