Słowo do polskiego wydania “Czerwonej bogini”

SŁOWO DO POLSKIEGO WYDANIA „CZERWONEJ BOGINI”

Polska to tygiel Europy. Rozgrzana minerałami ziemia, z której co i rusz wydostają się na powierzchnię skarby. To epicentrum alchemiczno-seksualnych eksperymentów dr. Johna Dee, kraina, w której odrodziła się Babalon.
To właśnie w Polsce enochiańskie anioły śpiewały swoje najsłodsze hymny, wieszcząc inną przyszłość. To właśnie tutaj spływały apokaliptyczne wizje zapowiadające schizmę w chrześcijaństwie nie potrafiącym zaakceptować faktu, że to kobieta jest ostatecznym rozwiązaniem i że seks to najważniejszy klucz do ukrytych mocy.
Prawdziwa alchemia nie zaczęła się tam, w odległej Kalifornii, na którą spogląda wzrok większości gapiów zainteresowanych historią tajemną. Nie rozpoczęła jej Operacja Babalon przeprowadzona przez specjalistę od paliw rakietowych, Jacka Parsonsa oraz przyszłego twórcę scjentologii, L. Rona Hubbarda. Jej kolebką była Europa. Nic więc dziwnego, że CZERWONA BOGINI w końcu ukazała się w Polsce, dopełniając kręgu tym magicznym aktem i rozpalając płomień pożogi. Najwyższy czas otworzyć swoje serca i rozłożyć nogi! Wytrząsnąć z Objawienia św. Jana szereg ukrytych znaczeń. Raz jeszcze podążyć za Aniołami do bitwy. Babalon szepce nam do uszu to, co już od dawna podejrzewaliśmy: żyjemy w nowych, odmiennych czasach!
Dawne pewniki nie tylko zakwestionowano, rozproszono je wielogłosem dochodzącym z Wieży Babel. CZERWONA BOGINI zapowiada rewolucję, nadejście Babalon! Czują to nowe pokolenia, wiedzą młodzi ludzie!

7 sierpnia 2006 roku napisałem w swoim dzienniku:

Przyjechałem do Krakowa w poszukiwaniu tajemnic. Przyglądając się temu, co mógł ujrzeć Dee. Wypatrując słów, liter, tajemnych znaczeń w labiryncie uliczek kręcących się wokół kościołów. Dzielnica żydowska, mimo zmory holokaustu, nadal ukrywa tajemnice. Zagubiłem się w niej po zbyt wielu błędnych skrętach. Kiedy wróciłem do siebie, powitały mnie puste ulice. Miasto duchów i kurwa patrząca na mnie z balkonu. Grafitti grożące przemocą. Przypomniałem sobie wtedy słowa wyrecytowane przeze mnie w hotelowym pokoju oraz rozłożone karty tarota. Pustka. Oddałem się jej z rozkoszą. Rzuciłem przed siebie, odnajdując bar Alchemia, o którego istnieniu nie wiedziałem wcześniej. Radykalna nauka przekształciła się w zbiór sów przeżartych molami i zakurzonych alembików. Miejscem wskazówek dla strudzonych podróżników, jak bezpiecznie podróżować po Europie. Nie znajdziecie tu krucyfiksów, tylko zimną wódkę. Piję przy blasku świec, mimowiednie wydzierając Śri Jantrę w ulotce znalezionej na stole. Polewam gorącym woskiem rękę, by sprawdzić stopień mego upojenia. Nie ma jej tutaj. Nie ma. Poszybowała gdzieś daleko. I choć tak podejrzewałem, musiałem wyruszyć w podróż, aby przekonać się o tym.
Zwykle przecież o to chodzi w podróży.
Nie ma sensu szukać jej w jednym, konkretnym miejscu. Bogini wymaga ruchu.
Dalej, dalej, ciągle dalej!

Rok po napisaniu tych słów CZERWONA BOGINI ukazała się po raz pierwszy w języku angielskim, w nakładzie 156 egzemplarzy. Szybko zniknęła z półek, by wrócić po roku w ilości 777 egzemplarzy, z dodatkowymi 49 egzemplarzami oprawionymi w czarną koźlą skórę i jedwab. Obecnie, dzięki jej popularnym wydaniom, mogą ją przeczytać czytelnicy ze wszystkich kontynentów.
Mogę też sam nacieszyć swe oczy jej polskim wydaniem, zastanawiając się nad tym, czy nie przywołały go moje krakowskie zewy. Sam jestem ciekaw, jak się potoczą jej dalsze losy, wypatrując jej różnych znaków. Między burzą a różą.

Jedno jest pewne: Polska posiada wyjątkową historię. Jest matecznikiem herezji i idei rewolucyjnych. Ale przede wszystkim ma przed sobą przyszłość. I chociaż CZERWONA BOGINI to w dużej mierze książka historyczna, ma ona zachęcać do tego, abyśmy sami decydowali o własnym losie nie dając się zamknąć w kleszczach historii państwa, kościoła i szkoły. Ta książka zachęca do przygody, do wyruszenia w głąb różanego labiryntu. Do cieszenia się jego gęstwiną. Do podążania ścieżką rozkoszy, jak to czynią kochankowie.
Interesuje nas tylko złoto wytopione z ołowianej masy katolicyzmu, wydobyte z szarej architektury postsowieckich bloków, nie poddające się fałszywym obietnicom wolnego rynku.
Tę książkę napisałem dla Niej, dla Bogini, ale i dla Ciebie, mój czytelniku. Ma ona jeszcze sporo nam do powiedzenia, przemawiając do nas swoim ciałem, przemieszczając się na skrzydłach wiatru. To dopiero początek Jej rewolucji!

Peter Grey

Share Button