Nasze „jaźnie” i nasze „światy”

Malarz „myśli” (podczas malowania) formą i kolorem, muzyk częstotliwościami dźwięku, ale większość ludzkich procesów myślowych dokonuje się za pośrednictwem słów. Nawet tacy specjaliści, jak matematycy, malarze i muzycy, posługują się przede wszystkim w swoich procesach myślowych słowami.

Cała nasza wiedza lub to, co nam się wydaje, że wiemy na temat naszych „jaźni” i „światów” bywa przekazywane tylko za pośrednictwem języka i symboliki — oprogramowania mózgu. Czytelnik, który chce zrozumieć tę książkę, musi cały czas uprzytamniać sobie, że nawet podczas myślenia i wykonywania szczególnych czynności, w rodzaju obliczeń matematycznych i tworzenia dzieł sztuki, posługujemy się jakimiś symbolami, które do nas „przemawiają”.

Jedyną „rzeczą”, która może się mierzyć z samym światem, pozostaje on sam. Każda próba jego opisu, nadania mu jakiegoś kształtu wydaje się w porównaniu z nim malutka i nie wyczerpuje jego możliwości.

Kiedy nie mówimy ani nie myślimy, przestrzeń naszych zmysłów zajmuje to, co poza-symboliczne, poza-werbalne, poza-matematyczne —„niewysłowione”, jak to określają mistycy. Pozawerbalny styl rozumienia dobrze wyraża poezja. Nietzsche nazywał go „chaosem”, Budda „pustką”. Należy jednak pamiętać o tym, że „chaos” i „pustka” to tylko słowa, samo zaś doświadczenie niezmiennie odbywa się poza słowami.

W tym kontekście można, co najwyżej, powtórzyć za Wittgensteinem z jego Traktatu logiczno-filozoficznego: „To o czym nie da się powiedzieć, pozostaje niewysłowione”. W tego rodzaju sytuacjach mistrzowie zen po prostu machają kijem.

Kiedy opuszczamy wymiar pozawerbalny i wracamy do mówienia lub myślenia, znowu tworzymy mapy i modele symboliczne, które, z samej swej definicji, nie potrafią w pełni oddać przedstawianych przez siebie zdarzeń czasoprzestrzennych. Wszystko to wydaje się tak oczywiste, że paradoksalnie nigdy o tym nie myślimy, stąd też mamy skłonność do zapominania o tym. Tak czy inaczej, menu nigdy nie smakuje jak posiłek, a mapa Nowego Jorku nie pachnie (dzięki Bogu) Nowym Jorkiem. Na obrazie przedstawiającym statek pośród burzy nie mamy kapitana z załogą, zmuszonych do radzenia sobie z realnym problemem.

Wszelkie mapy i modele, po uważniejszym zbadaniu, ukazują również osobowość czy też „konstrukcję mentalną” ich twórców, a w mniejszym stopniu także społeczeństwa i systemów językowych czyli środowisk semantycznych, w których powstały.

Doświadczony marynarz wnet uchwyci różnicę pomiędzy obrazem namalowanym przez kogoś, kto pływał na statku, a dziełem stworzonym przez kogoś, kto tylko o tym czytał.

Share Button